You have no problems, I’d stay right there if I were you

Posted: Listopad 29, 2013 in psychodelic

– Zaczynam u siebie diagnozować bulimię.
– Zdiagnozowali mi ciężką cyklotymię i ADHD.
– Zobacz, stwierdził mi wszystkie kliniczne objawy ciężkiej depresji.
– Ja? Ja choruję na afektywną-dwubiegunową.
– Wybacz, Mizuu, ale moja kobieta nie ma nic do tego. Żyję z Uniwersytetem, to jest poligamia.
– Przecież to klasyczny narcyzm. Wpędziło go to w depresje.
– To jest socjopatia nie do przeskoczenia. Jestem z tym szczęśliwy przez większość czasu.

Muzyka na słuchawkach rozsadza mi bębenki.
Czy ja przyciągam do siebie takich ludzi, bo sama jestem złamana, czy też najlepszych jest zawsze łatwiej złamać? Ile pociętych przedramion? Ile pustych butelek? Ile wesołych tabletek na wszystko? Ile jeszcze mam to oglądać?
Mogę mu policzyć żebra. Cuchnie tanimi fajkami. Obgryziony paznokieć przy kciuku, niedogolony policzek. Znowu wszyscy zleją mi się w jedno. To taki obraz, który czasami nocą śni się jak indyjski bóg, pełen dłoni, z którą każdą potrafię sobie przypomnieć z upiorną dokładnością – od tej, która była we mnie, przez te, które ściskały mój kark pieszczotliwie, a skończywszy na tych, które były wyrwane z sykiem „NIE DOTYKAJ MNIE.”. Nieprzyjemne to jest jak zbiorowy gwałt i wyrywa rzęsy z powiek nocami.

Przydałaby mi się schizofrenia, tego jeszcze w komplecie nie mamy.

Na wyświetlaczu rozpierdalające zupełnie, szczere:
„Sprój się jak szmata. Wchłaniaj dym. Rzucaj mięsem. Zrób sobie dobrze. Hedonistycznie tak.”

Ktoś inny jeszcze zaprasza do Hamburga.
Co się dzieje, co się kurwa dzieje?!

„Widzę, że musimy od siebie odpocząć.”
To jest ta linijka gorsza od „Musimy pogadać”, bo jak pamiętamy „wszystko, co nie jest rozmową, jest oznaką rezygnacji”. Teatr aforyzmów od najpiękniejszych palców w tej części kosmosu. Performatywne wpisywanie się w brak normatywności. Rozsadzanie jej od środka. Mieszkam w Poznaniu. Światopoglądowo to jest pośrodku między Szczecinem i Warszawą. Nikt nas nie uratuje. Poniesiemy sztandary albo nas poniosą. Wysoki Blondyn odpisze „Powodzenia.”. Wszystko coraz szybciej, szybciej. Znowu się nie wyśpię. Tysiące rąk naduszą na klatkę żeber i nic nie da ułożenie się na boku.

Siadają tu, na moich krzesłach,
Drylują mózg po pestce pestka,
Stoczyłem się naprawdę nisko,
Wpadłem w złe towarzystwo

Po intelektualnych wizytach,
Nocą przychodzi druga ekipa,
Na czele zawsze nieco nadęty
Pan Dekadentyzm

Potem, najczęściej blisko północy,
Przez ciszę domu brutalnie kroczy
Ktoś, przed kim nieraz uciec nie mogłem
Towarzysz Obłęd

Jeszcze mnie jedna dama nawiedza,
A przy niej usnąć się nigdy nie da,
Zawsze w najdroższych i modnych strojach
Miss Paranoja

A gdy już noc się przed słońcem chowa,
Najbardziej groźna wkracza osoba,
Ma najpiękniejsze imię z mych gości:
Mania… Wielkości

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s