Archive for the ‘psychodelic’ Category

– Zaczynam u siebie diagnozować bulimię.
– Zdiagnozowali mi ciężką cyklotymię i ADHD.
– Zobacz, stwierdził mi wszystkie kliniczne objawy ciężkiej depresji.
– Ja? Ja choruję na afektywną-dwubiegunową.
– Wybacz, Mizuu, ale moja kobieta nie ma nic do tego. Żyję z Uniwersytetem, to jest poligamia.
– Przecież to klasyczny narcyzm. Wpędziło go to w depresje.
– To jest socjopatia nie do przeskoczenia. Jestem z tym szczęśliwy przez większość czasu.

Muzyka na słuchawkach rozsadza mi bębenki.
Czy ja przyciągam do siebie takich ludzi, bo sama jestem złamana, czy też najlepszych jest zawsze łatwiej złamać? Ile pociętych przedramion? Ile pustych butelek? Ile wesołych tabletek na wszystko? Ile jeszcze mam to oglądać?
Mogę mu policzyć żebra. Cuchnie tanimi fajkami. Obgryziony paznokieć przy kciuku, niedogolony policzek. Znowu wszyscy zleją mi się w jedno. To taki obraz, który czasami nocą śni się jak indyjski bóg, pełen dłoni, z którą każdą potrafię sobie przypomnieć z upiorną dokładnością – od tej, która była we mnie, przez te, które ściskały mój kark pieszczotliwie, a skończywszy na tych, które były wyrwane z sykiem „NIE DOTYKAJ MNIE.”. Nieprzyjemne to jest jak zbiorowy gwałt i wyrywa rzęsy z powiek nocami.

Przydałaby mi się schizofrenia, tego jeszcze w komplecie nie mamy.

Na wyświetlaczu rozpierdalające zupełnie, szczere:
„Sprój się jak szmata. Wchłaniaj dym. Rzucaj mięsem. Zrób sobie dobrze. Hedonistycznie tak.”

Ktoś inny jeszcze zaprasza do Hamburga.
Co się dzieje, co się kurwa dzieje?!

„Widzę, że musimy od siebie odpocząć.”
To jest ta linijka gorsza od „Musimy pogadać”, bo jak pamiętamy „wszystko, co nie jest rozmową, jest oznaką rezygnacji”. Teatr aforyzmów od najpiękniejszych palców w tej części kosmosu. Performatywne wpisywanie się w brak normatywności. Rozsadzanie jej od środka. Mieszkam w Poznaniu. Światopoglądowo to jest pośrodku między Szczecinem i Warszawą. Nikt nas nie uratuje. Poniesiemy sztandary albo nas poniosą. Wysoki Blondyn odpisze „Powodzenia.”. Wszystko coraz szybciej, szybciej. Znowu się nie wyśpię. Tysiące rąk naduszą na klatkę żeber i nic nie da ułożenie się na boku.

Siadają tu, na moich krzesłach,
Drylują mózg po pestce pestka,
Stoczyłem się naprawdę nisko,
Wpadłem w złe towarzystwo

Po intelektualnych wizytach,
Nocą przychodzi druga ekipa,
Na czele zawsze nieco nadęty
Pan Dekadentyzm

Potem, najczęściej blisko północy,
Przez ciszę domu brutalnie kroczy
Ktoś, przed kim nieraz uciec nie mogłem
Towarzysz Obłęd

Jeszcze mnie jedna dama nawiedza,
A przy niej usnąć się nigdy nie da,
Zawsze w najdroższych i modnych strojach
Miss Paranoja

A gdy już noc się przed słońcem chowa,
Najbardziej groźna wkracza osoba,
Ma najpiękniejsze imię z mych gości:
Mania… Wielkości

Reklamy

Ze szpitala wracam do domu. Wypijam piwo na balkonie z wujkiem. Piwo na balkonie – to się kojarzy z A. Potem on wychodzi, ja rozpakowuje, powoli, bardzo powoli torby. A potem widzę to wszystko co urwałam w pół wychodząc paręnaście dni temu z domu. Na biurku pośród papierów leży wciąż przepis na ciasteczka, które miałam upiec tamtego dnia po południu. Wtedy się zaczynam rozklejać. Idę spać.

Budzę się na widok jej białej sukienki. Potem płaczę jeszcze. Wyjście na dwór pierwszy raz od wielu dni jest ponad moje siły.

Nie wiedzą przecież co mi jest. Ani fizycznie, ani psychicznie ten mózg najwyraźniej nie szwankuje. Ale jednak coś jest na rzeczy.

Jest mi dławiąco źle, bo wolę się leczyć na cokolwiek, byle na coś. Najgorzej jest nie wiedzieć.

Poza tym, w otoczeniu ludzi, którzy nawet potrafią cię umyć, nakarmić i ubrać – ta bolesna niczyjość. Niczyjość. Aż się przypomina Kreślarz: „Każdy cierpi. Ale każdy inaczej – i to jest ciekawe.”

Póki co – ostatni zjazd na studiach, goniące deadline’y i niemożność ogarnięcia. Chcę tylko siedzieć obok kogoś i wylewać to wszystko z siebie, dużo mam do wylania. Wylewa się wciąż i wciąż. Nie przestaje. I tylko jedna osoba jest to w stanie przetrzymać wieczorami przez wiele godzin.

Nie przegrał, nie upadł, nie odmówił mi niczego.

„Nie spierdol tego.”

Najgłupsze hasło na świecie jakie znam. Wydziarajcie to sobie na klatach i cyckach. A potem zapraszam do mojego Smutnego Kącika, w którym z offu leci litania waszych porażek, nieprzesadnie głośnym wokalem o nienagannym, radiowym tembrze głosu. Właściwie to cichym, uporczywym, teatralnym szeptem.

Rozdają też zdjęcia, na których uśmiechacie się do kamery z ludźmi, którzy nie chcą was znać. I pyszne czekoladowe muffinki. Z majonezem w środku. Nie był to pomysł kucharzy z The French Laundry. It doesn’t taste good.

Mamy tu też towarzysza pająka. Wołamy go Jacek.

Nie odbieramy telefonów. Jesteśmy Głusi.

– …to potem umiera, bardzo szybko, wystarczy się na tym złapać i to udusić.
Tłumaczę jej, chociaż to nie wypada. Ona ma bardziej pod górkę niż ja, tak mi się wydaje momentami.

Wciąż tylko biały szum, zlepki, posiekane ujęcia.

Otwieram maila:

Pytanie „kto cierpi?” – to samo jądro literatury.
Odpowiedź zawsze taka sama: „każdy”.
Ale każdy inaczej i to jest ciekawe.

Rzucam więc to zbłąkane spojrzenie za szybę tramwaju.
– No, she left me. Two weeks ago.
Ręce ma w kieszeniach, nie zdążę go przytulić. On dobrze sobie z tym poradzi. On umie medytować.

Wącha torebkę herbaty. Koty się go boją.
Krzywimy usta rozmawiając o tym, kto nie zasłużył sobie na diamentowe granty. Badacze kebabów i nazw szmateksów, pierdolona zgraja niedorobów.
Ach, gdybyśmy te pół godziny dziennie zamiast na książki przeznaczyli na wklejanie głupich linków na social networks, może ludzie by nas polubili..?

Kiedy był mały, wyglądał jak dziewczynka, więc chłopcy w stanie Texas bili go i śmiali się z niego. Collage drop-out, niższy ode mnie miłośnik książek Johna Greena, robi zdjęcia małym gibonom i uśmiecha się wątło. Na twardym dysku ma dzieło swojego życia, którego wstydzi się, chociaż nie powinien. „Nigdy się nie zakochałem” tłumaczy „więc tym scenom brak autentyczności.”

„Nie możecie powiedzieć o niej, że jest sprzedajną dziwką. Bo nie jest.” zwierza się kilkudziesięciu tysiącom swoich widzów. Też jest zdeprywatyzowany. Jakaś obrzydliwa plaga uzewnętrzniających się YouTuberów i bloggerów, jakaś fala ogromnej obrzydliwej szczerości, oblepiającej i obezwładniającej. Takiej, po której sypią się maile i nagle, nagle mamy czas na korespondencję. Tylko do Kominka nie piszę, chociaż wyrzucił w pizdu dorobek całego roku pracy.
Może nikt do niego nie pisze?

Przez kobietę popadł w kontakt z prawem. Wpadł w alkoholizm i przepuszczał pieniądze w barach, chciał być blisko. Musiał się przyznać przed samym sobą. Potem podbił paszport, zamówił muffiny u mnie i zaczął planować podróż do Polski.

Jest biseksualistą. Nie mieszka w żadnym konkretnym miejscu w Polsce, chociaż studiuje właściwie w jednym mieście. Jest spod igły i ma gust muzyczny, którego pozazdrościłaby mu niejedna panna ze starannym wykształceniem humanistycznym. Poznał mnie, bo chciał na mnie robić eksperymenty. Czego się nie robi dla nauki.

Ona ma nogi podciągnięte pod brodę i cała jest z tęsknienia. Od kiedy ją poznałam nie tykam mojego pudełka z herbatą granatową, czeka na nią, czeka, gdyby zabłądziła tu przypadkiem, nie jako duża dziewczynka, ale mała. Woli usiąść na podłodze, niż na kanapie. To dobrze, bo ja wolę usiąść na biurku. Jest dystans, tak ma być. Ona się nie da pogłaskać po plecach, zresztą, tak jak i mnie – nie to ją boli.

– To takie pedalskie. – podsumuje on, chociaż to jeden z tych komentarzy, którego bym się po nim, jak zwykle, nie spodziewała. Czyli po odbyciu służby wojskowej ochotniczej w znajomości ze mną wychodzi się z tego silniejszym, bardziej cynicznym i… homofobicznym? Kolejna ciekawa cecha, która sprawia, że już go nie ogarniam.

– Wyślij mu to, siedzi w domu sam i smutny. – odpisze na mój mail.
– Spoko, mógłby kiedyś odebrać telefon albo mnie zaprosić. Jego zachowanie jest męczące.
Potem i tak założę kolczyki od niego i będę wiedzieć, że wszyscy wkoło są złamani, zmęczeni i tylko cudem jakimś, nadludzkim wysiłkiem nieświadomych niczego kretynów i ostatnim naszym, pięknych przeintelektualizowanych dwudziestoletnich, krokiem pod wiatr – to wszystko nie wali się i nie pali.
Ręce mamy w kieszeniach.
Ramiona wzruszone.
Profesorowie chwalą nie tylko nasze talenty naukowe, ale i dydaktyczne.

Ma 6 nóżek i odwłoczek.

Posted: Kwiecień 5, 2013 in psychodelic

Mrówka.

Ostatnio miałam pierwszy poważny atak paniki w publicznym miejscu i spłynęło to na mnie. Ludzie są jak mrówki. Jedna mrówka nie jest żadnym zagrożeniem. Możesz jej patrzeć prosto w czułki i leniwie obserwować jej trasę. Znasz każdy jej słaby punkt, wcześniej czy później, bowiem cała jest swoim słabym punktem. Jej pojedynczość w styku ze mną jest jej słabym punktem. Mogę położyć kartkę na jej drodze i przenieść ją, gdzie będę chciała, mogę sprawić, że skręci, ba, mogę ją zgnieść kiedy mi się znudzi. Alternatywnie – zostawić ją gdzie była i pójść swoją drogą.

Ale co innego kolonia mrówek. Jeśli w kuchni znajdujesz kolonię mrówek, nie wytępisz cholery. Jest w twoim jedzeniu, włazi ci do naczyń, buszuje w szufladzie ze sztućcami. Ogarnia cię bezsiła i niemoc, zagryzasz wargi i rakiem wycofujesz się z kuchni krzycząc o pomoc. Co gorsza, wyobraź sobie, że taka kolonia mrówek łazi PO TOBIE. Jeśli nie masz pod ręką wanny czy jeziora, jesteś zgubiony, wszystko nagle zaczyna cię swędzieć i ile byś się nie tarzał i nie klepał, wciąż więcej pozostaje żywych niż martwych. Włazi do uszu i we włosy. Powoduje, że się hiperwentylujesz, pocisz i wydajesz niekontrolowane dźwięki, strzelając oczami na boki. Tak właśnie wygląda atak paniki w publicznym miejscu. Acha, jeszcze dłonie się trzęsą i człowiek blednie.

A przecież nikt mnie nawet nie dotknął.

– Kiedy się zobaczymy?
– Nieprędko.

Kupiłam wino. Zdjęłam bluzkę.

Kiedy się potem budzę, od ściany, pamiętam posmak wina i śliny. Jest szarawo, przed zapaleniem świateł w chorej paranoi trzeba było zasłonić w nocy okna, bo nie wiadomo gdzie jakiś wariat-snajper się czai. Może mierzy właśnie w to okno? W tej szarości jak okiem sięgnąć horyzont złożony z zarysu ramion, ciosanej misternie linii szczęk, lasu włosów, przesmyku warg, płaskowyżu klatki piersiowej. A za linią tego horyzontu czarne, zimne oko ekranu laptopa, dźwigane wcale nie na ramionach olbrzymów ani żółwich skorupach, ale wsparte na świętej górze z książek.
Gdzieś, popod, pod, za tymi książkami musi sterczeć szkielet stołu, który istnieje jak fizyka kwantowa – niezbędnie i teoretycznie. Ale póki co, widać tylko namacalne narośle: pąkle pionów szachowych z partii operowej, skrzydła kartek, aparaty szparkowe kubków po kawie czy herbacie, kieliszków po alkoholu. Wszystko misternie utkane od poziomu morza-podłogi, której widok zasłaniają teraz delikatne wzgórze i wybrzuszenia. Na południu, w dole mapy, gdy odwróci się wzrok, obleczone w miękkie pokrywy ciepłego śniegu.

Wzruszające obrazki dla każdej kurwy i szmaty – wschody słońca bez słońca.
Ktoś tu był przede mną. Ktoś przyjdzie po mnie.

 

 

1. ludzie bez matury
2. katole, katole, ja pierdolę
3. przeciwnicy praw LGBTQ
4. pro-liferzy
5. prawicowcy od prawego skrzydła do centrum, jak leci
6. moja i twoja stara
7. single nie z wyboru
8. ludzie nieszczęśliwi w związkach z wyboru
9. kreacjoniści
10. egzystencjaliści z ponurym Weltschmerzem
11. pedofile
12. ekipaż od kastrowania dziewczynek i obrzerzania chłopców bez ich widocznej zgody
13. Zieloni w żółtych odblaskowych kamizelkach
14. feministki trzeciej fali
15. górnicy, szczególnie wypucowani po pracy
16. teiści-kurwa-ekstremiści
17. fani polskiego popu
18. digital immigrants
19. nowe składy starych zespołów
20. faceci i facetki dosypujący cukier do herbaty
21. wikipedyści
22. Wróż Maciej (ale tylko trochę)
23. szafiarki
24. PijaRowi kołcze eNeLPe
25. producenci mleka bez tłuszczu
26. spece od USOSa
27. rasiści łamane przez nacjonaliści
28. binders full of women
29. Północni Koreańczycy
30. (miejsce na Twoją reklamę)
31. absztyfikanci płci obojga
32. ćpuni i alkoholicy, co psują innym opinię
33. galerianki w białych kozaczkach
34. ci, co potrafią zrobić lepiej
35. monolingwalni
36. ludzie, którym brak burżuazyjnego sznytu w knajpach
37. neonaziści
38. właściciele psów na łańcuchu
39. nauczyciele z bożej łaski
40. ranne ptaszki
41. perfekcyjne panie domu
42. ponad 50% Polaków, którzy nie wiedzą jak wygląda książka
43. abstynenci
44. weganie wymaCHUJący kotletem sojowym
45. łapówkarze
46. prokrastynatorzy
47. ludzie, którzy uważają, że „prokrastynatorzy” to jakieś przekleństwo
48. gimbaza z kwejka