Karaluch

Posted: Październik 12, 2013 in i jeszcze coś

Kiedy wchodzę do klatki schodowej dozoczyni tańcuje przed windą. Ma chore biodro. Nie jest sexy.

– No! No już! – mówi energicznie tupiąc w coś nogą. Kieruję na nią pytający wzrok i cicho zaznaczam swoją obecność uprzejmym:
– Dzień dobry…
– Nie żyje? – pyta, lekko sapiąc i znowu tupie.
– Słucham, co?
– Prusak! Nie żyje?
Po kolejnym tupnięciu dostrzegam o co chodzi. Dozorczyni tupie w zawleczkę od puszki, którą ktoś niefrasobliwie rzucił na podłogę korytarza. Pod windą ciemnawo, ciemny kształt na linoleum wyglądał jak robak. Z tymże oklejony od piwa. Co ona podniosła nogę, zawleczka lekko przyklejała się do podeszwy, potem odklejała się i spadała przesuwając się o parę centymetrów.
Do tanga trzeba dwojga.

Myślę, że każdemu z nas czasem taki prusak się do podeszwy przyklei, metalowy, nie ma go jak ubić. Kwintesencja pancerności. Wciąż wydaje nam się, że nóżką zalotnie do nas fika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s