Gdy mózg pada na mózg

Posted: Czerwiec 22, 2013 in kontestatorka i konkwistador, psychodelic

Ze szpitala wracam do domu. Wypijam piwo na balkonie z wujkiem. Piwo na balkonie – to się kojarzy z A. Potem on wychodzi, ja rozpakowuje, powoli, bardzo powoli torby. A potem widzę to wszystko co urwałam w pół wychodząc paręnaście dni temu z domu. Na biurku pośród papierów leży wciąż przepis na ciasteczka, które miałam upiec tamtego dnia po południu. Wtedy się zaczynam rozklejać. Idę spać.

Budzę się na widok jej białej sukienki. Potem płaczę jeszcze. Wyjście na dwór pierwszy raz od wielu dni jest ponad moje siły.

Nie wiedzą przecież co mi jest. Ani fizycznie, ani psychicznie ten mózg najwyraźniej nie szwankuje. Ale jednak coś jest na rzeczy.

Jest mi dławiąco źle, bo wolę się leczyć na cokolwiek, byle na coś. Najgorzej jest nie wiedzieć.

Poza tym, w otoczeniu ludzi, którzy nawet potrafią cię umyć, nakarmić i ubrać – ta bolesna niczyjość. Niczyjość. Aż się przypomina Kreślarz: „Każdy cierpi. Ale każdy inaczej – i to jest ciekawe.”

Póki co – ostatni zjazd na studiach, goniące deadline’y i niemożność ogarnięcia. Chcę tylko siedzieć obok kogoś i wylewać to wszystko z siebie, dużo mam do wylania. Wylewa się wciąż i wciąż. Nie przestaje. I tylko jedna osoba jest to w stanie przetrzymać wieczorami przez wiele godzin.

Nie przegrał, nie upadł, nie odmówił mi niczego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s