ktoś lepszy ode mnie. zapomniałam słowa.

Posted: Maj 12, 2013 in queerowcy

– Co robisz? Zimno Ci, zamknąć okno?
– Zbieram Twój zapach z poduszek.

Było ciemno i z perspektywy drzwi, wyglądał na łóżku jak góra kocy pożerająca poduszki. Był beztroski, nieskrępowany, a mnie zapaliła się lampka pomarańczowego alarmu. Kontrolka była opatrzona podpisem „wyrzut serotoniny”. Skrzywiłam się. Wewnętrznie poczułam ukłucie mrozu. Z wdzięcznościa wsunęłam się pod koce, palcami ucząc się na pamięć jego twarzy, na jakiś gorszy wieczór.

– To straszny kicz, ale gdzie Ty byłeś tyle czasu?
– Jestem nomadem.

Pieprzona francuska postmoderna. Wyjedź już. Wyjedź już. Nie umiem się ogarnąć. Pada, ale jest wiosna i śpiewają ptaki. Nie lubię tego uczucia, głupawego uśmiechu rozpełzającego się po wargach. Żadne z nas nie zostawi swojej alma mater. Ale jest. Zaraz wyjedzie. A jeśli wróci, wie, kto będzie czekał na peronie.

– Według moich dłoni jesteś piękny.
– Słyszę, ale nie dowierzam.

Podoba mi się to słowo, którego używasz. Że wy „queerujecie”. Queerujcie. Sączę whiskey, sączymy whiskey, Między nami leży zapomniany, włączony dyktafon. Szkoda, że to nie taki staromodny dyktafon kasetowy, który swoim monotonnym, cichym szumem daje znać o swoim istnieniu i sprawia, że wszystko wokół niego zamienia się w mały performance. Ale nie, jak go wydobędziesz z przestrzeni między nami, komfortowo minimalnej, zdziwię się, że tam był. Będę badać Twoje dłonie z pewnym wycofanym napięciem.

Coś mi się zepsuło w systemie. To ten amalgamat cudzych cech, z czymś zupełnie, absolutnie nowym, czego nie umiem nazwać. Umiem nazwać marynarki, umiem nazwać liczne fakultety, queerowość, miękkie płatki uszu, pocałunki w zbeszczeszczony obojczyk, umiem wytknąć uwielbienie do francuskiej postmoderny, rozumiem apostazję, recytowanie Szymborskiej na głos (po francusku!), zacięcie inscenizacyjne, brak private space. To się składa w jedną rzecz jakoś, noga – na którą chwilowo kuleje, dłonie inteligenta, o aksamitnej skórze z lekko chropowatymi opuszkami palców od stukania w klawisze, torba pełna książek. Wszystko to już było, więc to znam. Ale  jest coś jeszcze, coś czego absolutnie nie umiem uchwycić, to nie jest bycie skurwysynem, to nie jest ciężkie wspomnienie wesołej komuny zaklęte na kciuku, to nie jest chłodny realizm i ciepła beztroska. Co to jest do cholery? Jak to się nazywa..?

– Nie ucz się moich wierszy na pamięć. To dziwnie krępujące.
– „Come out and play”. Daj spokój.
– …będę mogła o Tobie napisać kiedyś jakiś tekst? Chcę…
– Pewnie, Mizuu! Pisz..!

Komentarze
  1. Mizuu pisze:

    Obrzydliwe słowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s