Ma 6 nóżek i odwłoczek.

Posted: Kwiecień 5, 2013 in psychodelic

Mrówka.

Ostatnio miałam pierwszy poważny atak paniki w publicznym miejscu i spłynęło to na mnie. Ludzie są jak mrówki. Jedna mrówka nie jest żadnym zagrożeniem. Możesz jej patrzeć prosto w czułki i leniwie obserwować jej trasę. Znasz każdy jej słaby punkt, wcześniej czy później, bowiem cała jest swoim słabym punktem. Jej pojedynczość w styku ze mną jest jej słabym punktem. Mogę położyć kartkę na jej drodze i przenieść ją, gdzie będę chciała, mogę sprawić, że skręci, ba, mogę ją zgnieść kiedy mi się znudzi. Alternatywnie – zostawić ją gdzie była i pójść swoją drogą.

Ale co innego kolonia mrówek. Jeśli w kuchni znajdujesz kolonię mrówek, nie wytępisz cholery. Jest w twoim jedzeniu, włazi ci do naczyń, buszuje w szufladzie ze sztućcami. Ogarnia cię bezsiła i niemoc, zagryzasz wargi i rakiem wycofujesz się z kuchni krzycząc o pomoc. Co gorsza, wyobraź sobie, że taka kolonia mrówek łazi PO TOBIE. Jeśli nie masz pod ręką wanny czy jeziora, jesteś zgubiony, wszystko nagle zaczyna cię swędzieć i ile byś się nie tarzał i nie klepał, wciąż więcej pozostaje żywych niż martwych. Włazi do uszu i we włosy. Powoduje, że się hiperwentylujesz, pocisz i wydajesz niekontrolowane dźwięki, strzelając oczami na boki. Tak właśnie wygląda atak paniki w publicznym miejscu. Acha, jeszcze dłonie się trzęsą i człowiek blednie.

A przecież nikt mnie nawet nie dotknął.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s