Darwin Day 2013

Posted: Luty 12, 2013 in Filmowo, i jeszcze coś, mała lingwistka, Muzycznie

Wczoraj na jednym ze spotkań usłyszałam miażdżącą moją całą sympatię wypowiedź kolegi, że ze wszystkich postaw najbardziej obrzydliwą jest mu ateizm, ponieważ brak mu elementarnego dla człowieka elementu transcendencji. Nie posiadają też żadnej utrwalonej tradycji ani wzorów do naśladowania. Chciałam mu rzucić jakąś książką McGowan w twarz. Ten mężczyzna to zresztą  czystej krwi intelektualista, chociaż kiepski pisarz (nie każdy urodził się z piórem czy klawiaturą w dłoni, cóż), piewca technologicznej paidei i rzeczowy krytyk cyberkultury (brak mu w tym ekstremizmu, co liczę mu na plus). Filozof i kulturoznawca, którego ulubionym fragmentem z życia Charlesa Darwina był moment doboru żony na podstawie listy plusów i minusów każdej z kandydatek. No i zupełnie otwarcie opowiada się za dobijaniem ginących języków. O, tajemnice wewnętrznej spójności i braku dysonansu poznawczego!

Dzisiaj już obchodzę Dzień Darwina i wzruszam ramionami na tę między nami rozbieżność. Umiem traktować ludzi czysto utylitarystycznie, więc często nie widzę problemu w dostrzeganiu tylko ich zalet, które mnie inspirują, do których dążę, a zupełną krytyką otaczając pozostałe ich cechy. Tak uprawia się naukę, przez krytykę tego, co „nie działa”. Tak też, w znakomitej większości, rodzą się chyba moje relacje. Z tego wynika też pewnie trudność nawiązywania owych relacji ze mną.

Interludium: jejku, jaki śliczny wniosek ad hoc mi wyszedł.

Darwin Day to dla mnie taki dzień spokoju, obcowania z wykładami i książkami, doceniania ambicji moich znajomych z akademii, młodszych i starszych, którzy pchają ten wagonik poznania do przodu. Nie rozróżniam dziś na tych, którzy zajmują się imiesłowami w fińskim a neuroprzekaźnikami w procesie uzależnienia od alkoholu. Gratuluję tym, co badają zakurzone teczki tajnych służb, odtajnione po 50 latach i cieszę się, że są tacy, co projektują nowe systemy wizyjne. Dla mnie, dziś, biologia nie jest najważniejsza, ale proces myślenia, rozważnego projektowania eksperymentu i wyciągania logicznych wniosków. Dobra, trochę dyskryminuję teologię. Uważam, że powinna być redukowalna do innych dziedzin, takich jak: literaturoznawstwo (niech będzie np. sakralne), filozofia, erytrystyka, socjologia, etyka itd.. Bo tego centralnego punktu, do którego teologia musi się jakoś odwoływać, badać się nie da. Nie można badać czegoś, w co się wierzy. A ze zdań twierdzących typu „jest” nie wynikają zdania typu „powinno się” (i vice versa!). Mimo to, nie neguję badań np. nad Biblią (solidny kawał literatury, czytałam), Koranem (też) czy Tripitaką (we fragmentach) – żeby tu wymienić tylko najbardziej znane „święte” księgi. Nie neguję badania wpływu religii na etykę czy, bardziej jednostkowo, na mechanizmy socjologiczne i neurologiczne wśród poszczególnych wyznawców. Sporo jest do zbadania. Ale nie w tym namiocie.

Z ironią tylko uśmiecham się, że sprawiono nam na ten dzień prezenty w postaci 666-centymetrowej brzozy smoleńskiej i oświadczenia o abdykacji papieża. Tak, potraktowałam to jako prezent.

Jak prezent potraktowałam też dziś złotą myśl z maila od Adriana Krysiaka (prowadził w nim polemikę z ostatnim artykułem Everetta, a dotyczył on sprawy Chomsky’ego i genetycznego podłoża języka po części – zainteresowani klikają tutaj):
„[N]ie wiem, czy chciałbym (mając wybór i znając obie strony granicy) żyć w społeczności bez książek (w tym „Ulissesa”) i bez nauki. Może byłbym szczęśliwszy, ale na pewno rzadziej by mi stawał.”
I tak zblazowana, mniej lub bardziej, inteligencja traktuje dobrodziejstwa dostępu do dowolnych niemal źródeł wiedzy. Niech się święci!

Jak wy się nie czujecie obdarowani niczym wspaniałym dzisiejszego dnia, proponuję zrobić sobie solidną przerwę na kilka piosenek o Darwinie i jego osiągnięciach (a także jego następców). Wybór jest trochę subiektywny (Łukaszowi Rodzikowi dziękuję za link do piosenki z Horrible Histories), ale może was zachęci do pogrzebania w temacie. Albo przynajmniej poprawi w humor.

Komentarze
  1. Jakub rzekł. pisze:

    Pytanie, dla kogo transcedentność i w jakim stopniu jest potrzebna. Mi tam na przykład mój ateizm nie przeszkadza – ba, jestem z niego dumny.

  2. Łukasz pisze:

    Przecież wiele rzeczy jest niepoznawalnych dla ateisty przy użyciu dostępnych środków naukowych z racji ograniczenia tychże, co nie zmienia faktu, że wraz z rozwojem nauki poznaje się coraz więcej. Roztropny ateista potrafi się przyznać, że czegoś nie wie. Teista z kolei z braku narzędzia wyjaśnienia sięga po prawdę objawioną, która gmatwa (sic!) transcendencję. Mój apel: nie komplikujmy sobie życia na siłę!

  3. […] Jeśli chcecie poczytać o moich zaszłorocznych refleksjach albo usłyszeć kilka dobrych piosenek o nauce i ewolucji, zapraszam [tutaj]. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s