Nie całym rokiem złym…

Posted: Styczeń 21, 2013 in Ksiązkowo, Rant

Osoby trzeźwo myślące mają taką przewagę nad całą resztą, że dla nich nową kartą nie jest każdy pierwszy stycznia, ale każdy poniedziałek. Siadają nad rozkładówką całego tygodnia, brzmi to sexy – rozkładówka tygodnia, na nowo rozrysowują wszystko, lepiej, czasem mniej, czasem bardziej dokładnie.

Tylko jedno drażni, że książki napływają do pokoju szybciej niż ja je czytam.

Ku pamięci – 8mą książką, którą skończyłam w tym roku była „Odrodzona” czyli dzienniki Susan Sontag. Kilka stosownych cytatów (W tym „znieważyła mnie seksem” i „umysł to kurwa”) wrzuciłam na zupę. Osobiście polecam, nawet jeśli Susan myła włosy tylko raz na 10 dni i bardzo próbowała być heteronormatywna, z marnym skutkiem – takie były czasy. Prawdopodobnie, oprócz tego, że myję włosy co drugi dzień generalnie, za dużo się od niej nie różnię. Stąd sympatia do dzieła.

Jestem też w trakcie takich pozycji jak:
– „Fotografioły” Krzysztofa Szymoniaka – znam autora osobiście, naprawdę niesamowity facet, chociaż wolę jak ma ten błysk szelmoski w oku niż jak udaje poczciwca. Książka to nie arcydzieło, ale, co jest jej zaletą, czuję się jakbym rozmawiała nad kawą z Krzysztofem osobiście. To taka naprawdę jego książka, on tak myśli i tak czuje. Skandaliczne są w niej tylko definicje z wikipedii w przypisach. Jak tak można?!
– „50 teorii genetyki, które powinieneś znać” Mark Henderson – cała seria „50 teorii…”, a przynajmniej te części, które sama czytałam są naprawdę rzetelnie opracowane jak na książki popularnonaukowe. Bardzo dużo uzupełniających „ramek”, czytelne schematy, kilka pasujących wypowiedzi z ust autorów badań. Wszystko ładnie się układa i nie demonizuje (np. GMO czy klonowania) ani nie spekuluje hurraoptymistycznie o tym, jak to za 5 lat wszyscy będziemy korzystać ze zdobyczy farmakogenomiki. Dla racjonalistów polecana lektura.
– „Moab is my washpot” Stephen Fry – niestety chyba jedyna w tej chwili lektura in progress nie po polsku, w dodatku trochę „on hold”, bo mam ważniejsze lektury do przeczytania. Fry jak zwykle zabawny, tym razem opowiada z ikrą o swoim życiu.
– „Duchowny niepokorny” Witold Bereś, Krzysztof Burnetko feat. o. Stanisław Musiał – wywiad rzeka z księdzem Musiałem nie znalazłby się w moich lekturach gdyby nie to, że wepchnął mi je… Adrian. Wbrew wszystkiemu, nawet my, ateiści, doceniamy wybitne figury w koloratkach, a ten pan się łapie poniekąd. Dużo o Żydach się w tej książce mówi (dobrze i źle, bo z różnych ujęć i w różnych krajach z różnymi prądami politycznymi w tle), więc jak ktoś chce zgłębić temat syjonistów, antysemityzmu itd., to znajdzie ciekawy wgląd w sprawę właśnie w tej pozycji.
– „Geografia myślenia” Richard E. Nisbett – Włodek mi pożyczył, cholernie kreatywne i inspirujące, chociaż miejscami naciągane. Autor ma poważny problem, bo chce nakreślić bardzo ogólne prądy i schematy myślenia USA vs Daleki Wschód głównie i co chwila musi przystawać, żeby powiedzieć „takie są badania, na takiej to a takiej próbie, to się oczywiście nie tyczy wszystkich Chińczyków/Japończyków/Koreańczyków/Amerykan/wstaw inną nację”. Trochę to przez to niepoważne, ale też odważne miejscami. Jeśli ktoś jest przekonany o tym, że inne kultury są albo tak egzotyczne, że nie do ogarnięcia albo takie same jak nasza, ale różni się wyłącznie w małych szczególikach, być może ta książka to dobry wybór.
– „Personalizacja tematyki na lekcji języka obcego” Małgorzata Bielicka – obiecałam to sobie przeczytać, ale utknęłam gdzieś na początku (po 2gim rozdz.). Jeśli praca jest tak klarownie zorganizowana jak to zapowieda początek, to podziwiam (to jest bodaj doktorancka praca autorki) zdolność i planowania, i ograniczenia się do tego co konieczne oraz niezbędne.
– „WebShows – sekrety wideo w internecie” Krzysztof Gonciarz – na fali innych książek blogerów i v-logerów czytam i to. Powiem tylko, że wolę to, jak Beczka pisze niż to, jak się kreuje na YT, gdzie popada w coraz większą pozę momentami (jakoś bardziej lubię jego wstawki z post-montażu, z widokiem kawałka ściany za plecami, w słuchawkach na głowie…). Koleś (pozwalam sobie na to, bo jest osobą publiczną ledwie dwa lata ode mnie starszą) ma niezły łeb, wie co robi, ale to postępująca pauperyzacja jest. Książka natomiast jest szalenie profesjonalna, zawiera wypowiedzi creme de la creme youtube’a i jest materiałem, so far, kompletnym.
– „Dziennik 1954” Leopold Tyrmand – och kurczę, tak, mam fazę na dzienniki ostatnio, owszem. I wywiady rzeki, tak. Tyrmand jest jednym z tych autorów, któremu chce się zajrzeć do kuchni i do łóżka. Był. Jest. Wiecie o co chodzi. I to chyba jest najlepszą stroną tego dziennika – bezkompromisowe absolutnie opisy postaci, które spotyka on na swej drodze. Pisze wszystko, tak jak to widzi, zupełnie szczerze. A jego relacje z Krystyną, są po prostu warte kilku takich tomiszcz. Że Tyrmand stylówę miał nienaganną, chociaż politycznie trochę dziwnie zorientowaną, to się Krystynie nie dziwię.

Tak, mam jednocześnie rozpoczętych 8 książek i do tego kilka artykułów naukowych, popularnonaukowych lub po prostu publicystycznych, w tym e-booki, a i owszem.

Ale czasem fajnie zrobić taką stopklatkę, z tego co jest na wokandzie. Biorąc pod uwagę, że liczba pozycji „oczekujących” sięgnęła już chyba siedemdziesiątki (tylko tych papierowych!), to koi nerwy. A o kojenie nerwów tu czasem przecież chodzi. Chyba, że nie, że jest bowryjowy nastrój, po świetlikowskiemu nieprzysiadalny, wtedy nie.

Póki co macie jeszcze w bonusie świetny kawałek (nucę jak mantrę złymi wieczorami) Amandy Palmer:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s