Ignorance is a piss off

Posted: Styczeń 11, 2013 in mała lingwistka

Podpisałam umowę o pracę. Z Uniwersytetem.
Wracam więc do domu, szczęśliwa, lekko zamyślona. Jest to bowiem jakiś milestone. Definitely.

Wtedy za oknem tramwaju dostrzegam dobrze mi znane grafitti. Ostatnim razem, gdy je widziałam głosiło „Chrystus był schizofrenikiem”. Pierwszy wyraz jednak jest pieczołowicie zamalowany, a nad nim umieszczono zastępczy antroponim: „DARWIN”. Gdzie i jak wśród poznańskich graficiarzy narodziła się ta dziwaczna dygresja stawiająca w opozycji Darwina i Chrystusa? Czy dorabiamy się własnej legii kreacjonistów, jak Stany Zjednoczone? Jej, nie może być tak źle…

Odgarniając chmurę złą z czoła wchodzą do znajomego sklepiku po sprawunki. Pani przy kasie zauważa jednak mój dobry humor, zapytuje więc o powód tego uśmieszku błądzącego po mojej twarzy.
– W końcu zaczęłam oficjalnie pracować dla Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza. – odpowiadam szukając portfela.
– Jako kto? – szczebioce ona.
– Będę oczywiście pracownikiem naukowym. – zastanawiam się jaka miałaby być alternatywa, kim można być na uniwerku jeszcze…? No wykładowcą, ale to jest często połączone. Ale poza tym, co? Sekretarka, sprzątaczka, cieć… nie, nie poradzilibyśmy sobie bez nich, ale czy ja mam potencjał, żeby tak wyglądać? Ona mnie zna przecież.
– I co? Będzie pani coś badać?
– Tak, będę zajmować się lingwistyką.
Trzepocze rzęsami bez zrozumienia.
– Będę badać języki obce. – przeformułuję trudny wyraz.
– Języki obce? Przecież tam już nie ma nic do zbadania!! – oświadcza z szerokim, rozbrajającym uśmiechem.
Odbieram ponuro resztę, nie żegnam się, wychodzę, mam dosyć, mentalnie odnotowuję, żeby tu już nie robić zakupów.

Wpadam spóźniona do kosmetyczki.
Przy płaceniu, właścicielka zagaduje, że mnie dawno nie było. Owszem, nie było, wyjaśniam, że był pewien deficyt pieniężny. Ale teraz mam pracę, na Uniwerku, wywiązuje się rozmowa. Że języki obce itd.
– To pani pewnie perfekt niemiecki ma! – stara się przymilić o jakiś napiwek.
– Niemiecki znam słabo, ja raczej dwujęzyczna to jestem w parze angielski-polski, poza tym uczę japońskiego, esperanto…
– TYLE JĘZYKÓW! – przerywa mi przerażona.
– To przecież ledwie promil.
Znowu ten cholerny trzepot rzęs. Wzdycham.
– No jak pani myśli, ile jest języków na świecie?
– Dwadzieścia pięć. – mówi ze stoickim spokojem i jak pies oddając kij patrzy na mnie z wyczekiwaniem nagrody.
– Podpowiem – mityguję się. – Państw na świecie mamy około 200 w tej chwili.
– Sto. – poprawia się niechętnie, z ociąganiem.
– Kto da więcej… – uśmiecham się.
Jej oczy są szerokie jak talie Grycanek.
– Co też pani powie! – wykrzykuje niepewnie, jeszcze zanim usłyszy ten mój łagodny szacunek, że około 6-7 tysięcy – Języków jest WIĘCEJ NIŻ KRAJÓW?!
Potem prawie mdleje.

W domu zamykam się w pokoju, z kubkiem herbaty, z zapasem książek. Niech ich wszystkich szlag.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s