„Bloger” Tomek Tomczyk

Posted: Grudzień 27, 2012 in Ksiązkowo, Rant
bloger W tym roku przeczytałam 96 książek. Ta była jedną z najlepszych.

Blogować zaczęłam w zamierzchłych czasach, kiedy blog.pl nie należał nawet do onetu, mając lat bodaj 13. Oczywiście, pisałam wtedy teksty o pierwszych miłościach, śmierci i literaturze (ACH, pierwsze podejście do Bułhakowa w podstawówce! OCH, odkrycie Świetlickiego w gimnazjum!). Takie jak poniższy fragment:

„Tak cholernie boli. I cieszę się z tego. Skoro boli to znaczy, że kochałam, prawda?
Tylko, że to już 4 miesiące, a ja niby jestem pozbierana, ale po kątach pokoju mojej duszy jeszcze jakieś porozrzucane ciuchy przeszłości się walają. I wszystkie z jedną metką. Pieprzyć taką miłość.” (wiosna 2003)

Wtedy internet był małym miejscem – przez tego bloga nawiązałam kilka znajomości i szlifowałam warsztat. Wydawca mojej pierwszej książki jednak poprosił, bym blog usunęła, bo było w nim sporo niezedytowanych tekstów z wydanej niedługo potem „Choroby Szalonych Słów„. Tak z prywatnym blogowaniem przeniosłam się na Bowryj – chociaż wtedy jeszcze na własnej domenie bow.ryj.pl. Od tego czasu założyłam i zamknęłam jeszcze parę blogów językowych (wszystkie na wordpressie lub na silniku wordpressa pod własną domeną).

Z roku na rok dojrzewam do myśli o prowadzeniu bloga profesjonalnego, skrzętnie planuję posunięcia, szukam pomysłu na siebie. To chyba już niedługo. Dzięki tej książce.

„Bloger”, tak między nami, to książka nie tylko dla blogerów. Jest taka jak Kominek i jego obecne blogi, lifestylowa. Jeśli masz cokolwiek wspólnego z kreatywnością w swojej pracy, to ta książka jest dla Ciebie. Pomaga znaleźć własny głos, przypomnieć sobie trochę tego wewnętrznego dzieciaka, który obiecywał wszystkim naokoło, że poleci na Księżyc albo będzie prezydentem. I zrobić coś w tym kierunku.

Zanim w ogóle zaczęłam ją czytać, już miałam o niej kilka anegdot. Powstała w „wysypie” książek autorów z polskiej blogosfery (Maciej „Niekryty Krytyk” Frączak skrobnął „Zeznania…”, Krzysztof „Beczka” Gonciarz machnął kolejną książkę – „WebShows”, Paweł Tkaczyk wydał „Grywalizację”… – a to tylko te, które mam w zasięgu wzroku na półce obok) i po prostu musiałam ją mieć. Zawsze uwielbiałam uczyć się od inspirujących ludzi, a przecież nie będę dzwonić czy pisać do każdej barwnej osobistości na internecie, mają znacznie ważniejsze sprawy ode mnie. Sama wiem, ile czasu kosztuje blogowanie, a jak się jeszcze vloguje i ogarnia social networks, to trzeba to robić na pełen etat. Dodatkowo w tym semestrze wpadłam na fakultet Filozofia Cyberkultury w Pracowni Pytań Granicznych UAM – tam to dopiero przerzucaliśmy się takimi książkami i memami. Zamówiłam więc kopię papierową.

Z pewnym zaskoczeniem odkryłam, że dostanę też e-book. Z marszu, przy zamówieniu. A kilka dni potem dostałam jeszcze maila, że mój e-book czeka na mnie pod tym linkiem. Trochę się zdziwiłam – z jednej strony bardzo mnie bawiło, że tak bardzo chcą mi sprzedać tę książkę, że pozwalają mi ją ściągnąć dwa razy (chwila… co?), a z drugiej zaczęłam się drapać w głowę, czy aby na pewno nie pochrzaniłam czegoś przy zamówieniu i nie kupiłam tylko wersji elektronicznej. Ale nie, wersja papierowa też dotarła. W środku minimalistyczna okładka, śliczna czcionka szeryfowa z dobrym rozstrzeleniem po stronie. Może to nie twarda oprawa, ale i tak przyjemne cacko.

Następnego dnia, kiedy książka leżała już na kupce „do przeczytania” (a właściwie na jednej z nich…) odwiedziła mnie siostra. Ją też graficznie zelektryzowała okładka. Odcyfrowuje małe słowa składające się na tytuł, popatruje na tył i…:
– Jeeezu… jakie ciacho. – słyszę jęk za plecami.
Pogratulowałam Tomkowi w myślach plebiscytu na zdjęcie na okładkę.
– Znasz go? – patrzy na mnie. Dzieciata mężatka.
– Nie. – szczerzę się do niej, setnie ubawiona – Kiedyś nikt nawet nie wiedział jak wygląda i jak ma na nazwisko, a miał tysiące czytelników.

Kiedyś. Ha, do tej pory mówią mu Tomasz Kominek. To się nazywa self-branding. Ty też możesz to zrobić. Możesz sam jeden. Ale po co uczyć się na własnych błędach, skoro możesz na cudzych? Tomek zadbał o wszystko, w tym o to, żeby nie pisać ex catedra o blogosferze, której sam jeden nie tworzy. W jego książce wypowiadają się też inni: od znanych szafiarek (blogerek modowych) i autorów blogów kulinarnych, po tych znanych z niszy lifestylowej, technologicznej lub opiniotwórczej. Co dość miłe, nie ma tam (albo ja coś przegapiłam) blogerów-dziennikarzy, którzy prowadzą blogi na zlecenie swoich stacji czy redakcji (o ile to w ogóle oni piszą!). Bo to są ludzie z zupełnej bajki – tu chodzi o pokazanie, że gwiazdą możesz zostać tu, w internecie, nie potrzebujesz zaistnieć najpierw w innych mediach. Do innych mediów możesz przeniknąć, od dołu, a właściwie coraz bardziej z boku – bowiem w świecie mass mediów coraz wyraźniej widać, że nie patrzy się na internet z dołu, lecz z poziomu równorzędnego partnera.

Tomek zadbał też, żeby sensownie ułożyć rozdziały – i już od pierwszych stron zaszczepić w Tobie poczucie, że „Bloger” przyda się Tobie nie tylko tu i teraz, ale też za parę lat. Kariery bowiem nie robi się w tydzień czy w miesiąc, to ciężki kawał chleba. Jeśli dziś założysz bloga, ostatnie rozdziały tej książki przydadzą się Tobie w 2014 roku albo później. Dobrze jednak wiedzieć, jak wysoko możesz ustawić sobie poprzeczkę i jak szybko możesz do niej doskoczyć. Dowiesz się więc wszystkiego począwszy od dbania o licujący z Twoim stylem layout, a skończywszy na tym jakie kruczki wywąchać w umowie z reklamodawcami.

Co mi się jeszcze podobało? Że to nie jest szablonowy poradnik marketingowy. Dobry bloger nie musi być specjalistą od pozycjonowania, niekoniecznie zna xHTML, nie musiał też sam postawić serwera w piwnicy. Chociaż nieobcy mu aparat, smartfon i tablet, chociaż jest „człowiekiem-kombajnem” – wie co może scedować na innych, na czym się skupić. A rasowy bloger skupia się na sobie. Jest pieprzonym egoistą i egocentrykiem. Wszystko kręci się wokół niego (lub niej) i tego, co kocha. A jeśli jest w tym chociaż trochę przekonujący, uparty jak osioł oraz pewien swego – stanie się okiem cyklonu.

Naprawdę musicie kupić tę książkę. No bo nie gadajcie, że nie chcecie być okiem cyklonu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s