Socjopatek problemy jesienne

Posted: Listopad 19, 2012 in i jeszcze coś, mała lingwistka

dla P.

Jesień pod hasłem „alone but not lonely”?
Czasem się zastanawiam. Nie jestem do końca pewna. Tych, którzy podeszli za blisko, odpycham, bo tylko jednemu mężczyźnie jestem w stanie zaufać, że nie wbije mi noża w plecy jak się obrócę.

Pewien paradoks: i tak już nie mam się zazwyczaj do kogo odezwać, życie społeczne to najmniejsza z pętelek na wykresie, nie socjalizuję się, wręcz przeciwnie, desocjalizuję, ale i tak nie starczy mi czasu na samą siebie. Ostatnio policzyłam ile na rosnących kupach do przeczytania piętrzy się książek: 61 e-booków i książek, ok. 70 magazynów i gazet oraz ponad 20 podręczników do różnych języków – a liczba ta wciąż rośnie. Chociażby dlatego, że paczki z zamówień spływają szybciej niż ja czytam. Poza tym muszę też pisać, chodzić na studia, nauczać, sprawdzać kartkówki i zadania domowe, robić niekończące się porządki (ostatnia głupia idea, jeszcze nie rozpoczęta: przejrzeć wszystkie płyty jakie mam, sprawdzić – które już nie działają, są zbyt zarysowane, a także, które CD możnaby zoptymalizować i nagrać na jedno DVD. Szaleństwo).

W tym wszystkim unoszę na chwilę wzrok, spotykam jej oczy i mimowolnie się uśmiecham.
– Więc chodzi Ci o autorytet. O władzę. – konstatuje. Brzeg górnej powieki ma podkreślony niebieską kreską. – Wtedy czujesz się bezpieczna. Nie chodzi o chorą ambicję.
– Więc mam nową teorię. To jest ten wrodzony, pierwotny motyw. Poczucie bezpieczeństwa. – dociera to do mnie z całą mocą. Chciałabym z nią pracować na co dzień. – Ty przez swoją kreatywność i oryginalność potrzebujesz uzyskać je przez poczucie odrębności, autonomii.
Wszystko to, o czym uczyliśmy się na wykładzie – nie kontroluje tego, rozszerzonych źrenic, gwałtownego skurczu brwi – sprawdza się. Jest piękna. Nadajemy na różnych poziomach logicznych.

Mecz Lech-Legia, dostaliśmy u siebie 3 do 1.
– To co, dziś wieczorem też jedziesz na spektakl czy może wolisz zanocować u mnie? – śmieję się. Ona też.
Po wykładach jednak odsawię ją prawie pod drzwi tramwaju.
– Skoro już bezpiecznie odeskortowałam cię na transport do domu, mam nadzieję, że dotrzesz bezpiecznie. – „Jeśli nie,” dodaję w myślach, „znajdę i zabiję sukinsynów.” – Życzę ci miłego wieczoru. Do zobaczenia za dwa tygodnie.
Zachowuję się porządnie, cmokam powietrze koło jej policzka. Ale wewnętrz mi ciepło. Chcę zobaczyć jak tańczy. Obijam się o kilka filmów na internecie. „Ostatki” Strachów na Lachy już nigdy nie będą takie same. Ani Anita Lipnicka.

Spokojnie, to minie. Ale przez chwil kilka trudno się znowu skupić na słowach, na językach. Myślę o nich wszystkich, o Magdach, o Ani, o Paulinie, o Gosi, o Sylwii… o wszystkich. Ciepłe, zdecydowane, kreatywne. Co też mi przyszło, mizogynicznej biseksualistce znosić? Inspirujący babiniec z dostawą pod drzwi co dwa-trzy tygodnie.

I nie wiem czy wolałabym się posocjalizować czy jednak przysiąść nad projektami, na które i tak za mało czasu. Szept profesora „najlepsza negocjatorka w grupie”, drugiego „chciałbym doczekać pani profesury”. Książki, pliki, herbata.

Wyglądam za okno. Adrian odpisuje „Dzisiaj nie mogę. Serio.” – ciekawe czy on też tak ma, taką jesień?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s