Archiwum dla Październik, 2012

Najpierw twarde, podstawowe fakty. Tak, zamówiłam książkę Macieja (vel Niekrytego) jeszcze w preorderze, żeby nie zamawiać w orderze (jak rzekł w ostatnim odcinku swojego Vloga Beczka na temat swojej książki, którą notabene też zamówiłam w preorderze. Tak mnie ostatnio jara polskie środowisko bloggerskie, o!). Również tak, przeczytałam ją naraz, w ciągu jednego wieczora. Jak głosiła reklama, nie można się od tego oderwać. I kolejne tak, tak, tak – zaskoczyła mnie.

Bowiem ta książka to moralitet.

Jedyny dobry (albo w miarę dobry, ja już jestem „ramolem”) moralitet, na który stać polski internet. Skierowany nie do mnie, co mnie zdziwiło. Niekryty Krytyk zazwyczaj w swoich filmikach zajmował się bowiem rzeczami kreującymi polską rzeczywistość w latach 90. ubiegłego wieku, na których nasze (moje i jego – różnica wieku jest nieznaczna) pokolenie się wychowywało. Toteż nie zrozumiałam czemu głównym odbiorcą książki wydają się ci, co się ich pogardliwie nazywa teraz gimbusami. Czy średnia wieku widzów Niekrytego spadła do ludzi, którzy tamtych czasów nie mogą pamiętać, ale oglądają te filmiki po prostu dla jego nieskrępowanej konwenansami komiczności? For the lulz?

Maciek nie pominął niczego co my, piękni dwudziestoletni (choć już niebawem z przodu trójeczka), chcielibyśmy przekazać młodszym od nas. Nie mówię „naszym dzieciom” ani „następnemu pokoleniu” – część z naszych koleżanek rodziła jeszcze w liceach, a część z nas może doczekać się dzieci w okolicach pięćdziesiątki albo wcale. Ale tak, jest o tym, że konformizm nie jest dobrym pomysłem, że seks trzeba uprawiać z głową, że czasem nie jest ważne czy masz czerwony pasek na świadectwie, ale to, że w końcu, w końcu znajdziesz to, co lubisz robić i będziesz na tym zarabiał, więc zamiast kuć na kartkówkę z matematyki (Niekrytemu chyba ta matematyka NAPRAWDĘ zaszła za skórę, wyżywa się na niej jak piany facet na prostytutce z przemytu. Ups, wchodzę w jego poetykę!), lepiej szukać, szukać i jeszcze raz szukać, czegoś co nas podjara (i nie chodzi tu o dragi, goddammit! ;D).

Wszystko to podane tak, jak zrozumie człowiek w młodym wieku. Lekkostrawnie, z zabawnymi ilustracjami komiksowymi (brawa za oprawę graficzną dla Virus Group i Bernarda Ptaszyńskiego!), z wtrętami na temat kultury pop. To może już nie być książka dla ludzi z mojego rocznika – fakt, czasem puszcza się do nas oczko, ale częściej nie. Książka np. upstrzona jest kodami QR, odsyłającymi do różnych treści, brak natomiast jest w odnośnikach w stopce albo pod koniec książki staromodnej listy linków, choćby skróconych, żeby sobie można było w przeglądarkę wstukać. Tak, wiem, w tę stronę będą szły publikacje – będą na pograniczu wirtuala z realem. Młodzież to kupi, ja – niezbyt. Cały dyskurs jest ponadto doprawiony anglicyzmami (wiadomo, Maciek jest anglistą), przekleństwami (ale tu się mruga okiem, że niby nie) i całą garścią kolokwializmów i słów z młodzieżowego socjolektu (chociaż były i „androny”, fakt) – czyta się łatwo, ale mnie, w przeciwności do wykreowanej pani redaktor tej pozycji, do myślenia nie zmusiło. Raczej do kiwania głową, że owszem, że polejcie mu, że dobrze prawi. Że róbże Ty mi, Niekryty, bachorzątka i wychowuj je zgodnie z tym, co piszesz. Nie gniewaj się za dwóje, tłumacz o co chodzi w seksie i zbliżeniówką płać za rozwijanie każdej ich pasji. To by było super.

Tylko czy to nie ma wszystko zastosowania w klasie średniej i u bogatych, a niżej już jakoś ta książka zgrzyta? No dobra, ale w jakim patologicznym domu, gdzie ta pozycja autentycznie by się przydała, dzieciak dostanie książkę z napisem „nieocenzurowane” na okładce i stronnicami upstrzonym QR codes? Jaka jest w ogóle szansa, że taki nastolatek jeden z drugim, w ogóle uzna Niekrytego Krytyka za autorytet i przyjaciela broni, co to przyjmuje ten sam front, skoro internet to on widział tylko w pracowni komputerowej swojej szkoły (jeśli jest!), a kiedy nauczyciel nie patrzył przez ramię to raczej sprawdzał Pudelka i strony porno, a nie YouTube’a? Poniosło mnie. Nikt nie obiecywał, że będzie po równo.

Zmieniając wątek, książki nie da się czytać, nie mając w głowie głosu Macieja. Powinni o tym zrobić meme – okładka książki z wielkim napisem „NOW YOU ARE READING IT IN MY VOICE„.

Tytułowych „zeznań”, a może raczej „wyznań” na kartkach przewinie się niewiele, praktycznie ostatnim rzutem na taśmę wrzucono całą litanię (zabawną, a jakże) do rozdziału dziewiątego (przedostatniego). Niekryty ma SIOSTRĘ-POETKĘ?! Motyle noga, nic się nie chwalił. Albo ja coś przespałam. Ale tytuł nietrafiony zdziebko.

Tak czy siak, książka bardzo mi się podobała, jak siostrzenica odrobinę podrośnie (teraz ma 8 lat) to też jej to wcisnę. I moim uczniom polecę. I kolegom nauczycielom po fachu. Ale rodzicom przemilczę, i tak by nie zrozumieli.

Gdybym była Miłoszem z Review Territory zrobiłabym teraz klasyczne „SiedemNaDziesięć” (przeciętny geek woli tę pozycję niż „SześćNaDziewięć”):

Reklamy

Czasem trzeba coś skrobnąć. Że niby się coś zmienia, że od soboty studia podyplomowe, że obrona na horyzoncie. Do cholery, wciąż mam nowe wizje na kolejna jutra. Pozbywam się w paralitycznych rzutach nadmiaru rzeczy. Kolejna rzecz, która poleci z pokoju: telewizor. Potem komputer – nadmiarowe obrazki, nadmiarowe płyty, przeglądarki. Kilku mężczyzn pokazało mi ostatnio jak żyć bez komunikatora, więc może i to poleci..?

Póki co, w tle nowa płyta Marii Peszek, na tablicy na wysokości oczu, gdy je unoszę znad laptopa – czerwone, pożądliwe litery „Stop the lie of „LATER”„. Odstawiłam całkowicie energetyki, w ciągu ostatnich 3 tygodni wypiłam tylko dwie kawy, myślę o znacznym ograniczeniu alkoholu, ale w środę już jesteśmy ustawieni…

Jestem osobą, jak się okazuje, której się raczej okazuje łaskę podtrzymując znajomość, ale ja też nigdy nie przepadałam za duszami towarzystwa, ale raczej tymi, co jeśli już są na imprezie to sączą martini albo piwo w dalekim kącie sali, tudzież za tapczanem ruchali przygodnie poznane dziewczęta. Więc mam za swoje.

Znowu czytam jak pogibana, po 10 pozycji naraz i świetne teksty na fakultety – w tym roku chodzę nawet na gender studies i nie wiem jak można to robić na poważnie. Ja tam faktycznie hipsterzę, przychodząc ironicznie na te zajęcia.

Trochę trzeba się ogarnąć, bo przyszedł ktoś, kto powiedział „bratnia dusza„, „nie bądźmy niewolnikami zastanego schematu pojęciowego” i „wyglądasz raczej na kogoś, kto lubi fisting, a nie osobą której mógłby się podobać jakkolwiek zaborczy mężczyzna„, po czym zaczął do mnie mówić w wołaczu.

Idę odrobić koreański.