Wczoraj wieczorem odświeżałam sobie na TVNie „Ile Waży Koń Trojański?” – nie żeby jakiś hicior, ale niezłe to. A potem większość nocy leżałam gapiąc się w ścianę i zastanawiając się ile lat, do którego momentu musiałabym się cofnąć i czy naprawiając coś, nie zawaliłabym czegoś innego. To znaczy na pewno bym zawaliła.

Jeśli byłabym tak zakręcona jak główna bohaterka filmu na punkcie Kuby – musiałabym cofnąć się o jakieś… powiedzmy, 6 lat. Krzysztof miałby wtedy 17, ja 19. Nie pyskowałabym Fukai-sensei i nie pożegnała się z japonistyką. Któregoś wczesnowiosennego weekendu, powiedziałabym wszystkim, że jadę do Strzegomie i zapakowała się w pociąg do Mogilna. Zapukałabym w Gębiach w drzwi pani Marylki i zapytała, czy zastałam Krzysztofa, taka jaka wtedy byłam – w porozciąganym swetrze, pyzata, z czerwonymi ustami i czerwonym nastroszonym jeżem. W milczeniu pokazałaby mi może jedną z części ogrodu, gdzie K pracowałaby pod folią. Mniejszy trochę, opalony, w długich włosach związanych w kuc, przy łopacie, z kiepskim zarostem. Smarkacz, należący do innej kobiety, która robiłaby mu niezłe jazdy z głową. Co bym powiedziała wtedy? „Zabieramy Twojego ojca do Wojewódzkiego Szpitala w Poznaniu, tam możemy go jeszcze uratować”? Czy winnam w ogóle uratować ojca, w którego cieniu wzrastał, aż stał się dla niego za mały? Co potem powinnam powiedzieć 17letniemu, długowłosemu Krzysztofowi z za dużą liczbą łokci, jak na normalnego, tyczkowatego nastolatka przystało. Powiedzieć mu, że musi lepiej zdać polski i historię, bo zabraknie mu tych głupich punktów na psychologię? Pocałować go, chociaż zdrada nigdy nie wpadłaby mu do głowy? Powiedzieć, że zrobią na podstawie Wiedźmina najlepiej sprzedającą się polską grę? Czy wtedy podobalibyśmy się sobie w ogóle…?

Może w ogóle nie jechać do Gębic? Może po prostu wylecieć z japonistyki z głuchym trzaskiem i zdać od razu na etnolingwistykę. Usiąść obok Tygrys i zrobić sobie z ią kolejną dziurkę w uchu. Wrzucić Modlina i Adiego do jego wora chłopaków zbyt heteroseksualnych jak na nasz kierunek. Zerwać z japońskim i pójść na francuski. Oboje mielibyśmy wtedy rok w plery i inaczej by to wyszło. Albo wcale. Bez Ajniego, Wróbla i reszty w moim życiorysie.

Może nie powinnam po prostu zrywć zaręczyn z palnikiem, wiedząc, że z zarostem i krótkimi włosami i tak będzie miał nienaganną stylówę, będzie trzepał sensowną kasę i będzie tak jak ja do końca życia trochę zwichrowany. Zostalibyśmy taką samą parą wariatów jak Baloo z żoną, do końca życia pewnie jeżdżąc na konwenty. Wspólnie pojechalibyśmy do Japonii, albo za Grain i Modlinem – do Chin nawet?

Albo nie iść tego sądnego wieczoru do Tafli? Powiedzieć, „Wróbel, misiu mój, kupiłam butelkę whiskey i chcę się kochać”. Albo chociaż w samej Tafli powiedzieć, że chyba zwariował, że w ogóle zaczyna tę rozmowę. Że wystawiła mu raz walizki za drzwi i zrobi to znowu (nomen omen, heh), a ja już lubię jego psa, jego siostry i jakoś sobie poukładałam. I tak dostałby w ryj, prawda?

A może przeżyć wszystko tak jak do zeszłego roku, tylko tamtego wieczoru, kiedy Adi tu przyszedł, nie dodawać żadnego ale, a potem nie dzwonić nigdzie, zaryczana jak bawół. Nie pić żadnego whiskey od rana.

Dlaczego ja to w ogóle rozpatruję w kategoriach mężczyzn? Może powinnam była zostać z Eri i nie myśleć o tym w ten sposób? Albo w ogóle z nikim nie zostawać – z wiedzą na temat japońskiego zrobić tego magistra z japonistyki i trzepać kasę na tłumaczeniu nie interesując się nigdy związkami i definiować sama siebie… Ale jakoś nie widzę siebie szczęśliwej w tym układzie.

Za silną mam potrzebę bycia czyimś Pygmalionem. Chociaż jestem dużą dziewczynką.

W który punkt powinnam włożyć szpilę by ten nadymany balon pękł? Nie dowiedzieć się nigdy od Ernesta, że nie było mnie na czas? Pójść na Politechnikę? Poznańską czy Wrocławską? Zapuścić całą głowę włosów dla nikisaka? Nako nigdy nie puścić za granicę? Zostać pod drodze z Yogim? Zmusić Olka by zostawił matkę i resztę w Krakowie, by przyjechał tu dla mnie?

Z której stronie by nie patrzeć, zawsze coś mogło być inaczej, na pewnych rozgałęzieniach czasoprzestrzeni mogło być inaczej.

Imponująco. Tak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s