Więzień Własnej Legendy

Posted: Luty 20, 2012 in kontestatorka i konkwistador

Dziewczyny mają głowy w szparach drzwi. Wiem, że patrzą. Ktoś nawet po cichu westchnął. Ciężkim, spokojnym krokiem idzie przez korytarz i ma to w nosie. Trochę pachnie alkoholem, trochę tytoniem, przede wszystkim feromonami, co dużo obiecują. Nie będziemy tu siedzieć nawet, narzuci kaszkiet, ustawi mnie od zawietrznej i pójdzie, tak jak szedł zawsze.

Zrobimy szybki obchód drogi krzyżowej. Takie miejsce, gdzie się lawiruje słowami o tej dziurze czasowej, a mówi się głównie o tym, co będzie. Pierwsza stacja, odzież ciążowa, na moje planowanie dziecka. Druga stacja, prawnik, na mój planowany rozwód. Trzecia stacja, klub nocny, na planowane wyjścia K z domu jak już nie będzie mógł na mnie patrzeć. Kolejna, biuro nieruchomości.

– Ale nie będziecie szukać nowego mieszkania. Postawicie parawan. Albo jakoś inaczej arbitralnie podzielicie pokój: „To moja połowa, a to Twoja”. Ewentualnie ustalicie jakiś dodatkowe zasady – np. kto wejdzie na drugą połowę, ten głupi. Cokolwiek zaspokaja wasz apetyt intelektualny.

Potem wszystkie misternie splecione rzeczy, które socjopaci czy ludzie z Aspergerem mówią i robią. Kawa, zabawa mieszadełkiem, póki się go nie rozedrze na małe kawałki. Pudełko wymodlonego, o dostojna gazelo, do ciebie nie można poziomo, a z różami, to płoną, wymodlonego zbawienia po dwie kalorie sztuka. Wzrok trochę przepraszający, pani za ladą już trzepocze do Ciebie rzęsami, śmieje się perliście kiedy oświadczasz, że łamie Ci serce brakiem pączków. Więc ten Twój wyrobiony wzrok małego chłopca gustującego w doktorantkach i dobrze wyeksponowanych pozorach inteligencji:

– Cóż, jestem więźniem swojej legendy.

Patrzenie w stół, roztrząsanie jak bardzo, jak bardzo, bardzo pewnych rzeczy w ogóle się nie żałuje i żałuje jednocześnie.

– Jaki spokój… Myślałam, że jak Cię zobaczę to wpadnę w histerię albo dostanę zawału.
– Tak będzie. Bardzo prawdopodobne, że kiedyś zejdziesz na zawał.

Niezachwiana pewność przewidywań i paradygmatu o niezmienności ludzkiej. Tak musi być. Nie recytujemy Szymborskiej, napomykamy tylko o Aronoffie i zdawkowo obgadujemy temat Alzheimera. Nie chwytam go za rękę. Za nic go nie chwytam. Ale bardzo chciałabym, żeby był. Tak niedobrze jest decydować o wszystkim samej.

– Oczywiście, nie obrazisz się, że cię już więcej nie odwiedzę.

W nocy, na szpitalnym łóżku, podczas zbyt krótkiej fazy REM zamiast jednej, dobrze znanej smukłej pary rąk, po moim ciele wędrują dwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s