Wyzwanie czytelnicze: „Samuraj” Shuusaku Endou

Posted: Wrzesień 19, 2011 in Rant, wyzwanie czytelnicze

Ocenianie tej książki jest trudne, bo balansuje na styku dwóch tematów, co do których mam skrajne emocje: chrześcijaństwa i Japonii.

Zacznijmy od tego, że zmusiła mnie ta powieść do sięgnięcia po biografię autora – bowiem o ile cenię prozę wielu pisarzy, a Endou się do nich zalicza, o tyle wolę rozpatrywać dzieło w odniesieniu do uczucia jakie wywarło na mnie, a nie na tle przeżyć lekturowego „co-autor-miał-na-myśli-skoro-w-domu-miał-czerwone-zasłony”. Jednak coś nie grało w tym wszystkim.

W zeszłym roku oglądałam akurat „Milczenie” – świetną historię o pracy misjonarzy chrześcijańskich w Kraju Kwitnącej Wiśni za czasów zakazu praktyki tego wyznania. Była to ekranizacja powieści Endou właśnie, pod tym samym tytułem, chociaż nastrój prześladowań i cierpień niwelował mi zupełnie przekomiczny akcent głównego bohatera. Jako lektor języka obcego, po prostu nie dawałam rady nie płakać ze śmiechu za każdym razem gdy otwierał usta.

Równolegle do „Samuraja” czytałam też inne książki, w tym opracowanie Merklejn o bracie Zeno Żebrowskim – a tam fragment wywiadu z nim, przeprowadzonego przez… tak, Shuusaku Endou.

Po prostu musiałam się dowiedzieć. Tak, Endou przeszedł na chrześcijaństwo, chociaż nie dobrowolnie. Ochrzciła go matka, posłała też do chrześcijańskiej szkoły, gdzie mieszkał w internacie dla wierzących, mimo, że nie bardzo go w tamtym czasie kręciło i nie mógł zrozumieć, podobnie jak tytułowy Samuraj, co ludzie widzą „w tym Mężczyźnie”.

Skubaniec, z biegiem czasu, chyba zrozumiał z tej religii więcej niż przeciętny, zadeklarowany ponoć, Polak. To smutne. Ta książka jest smutna. Bo niestety, losy chrześcijaństwa w Japonii są podłe i były to głównie dzieje prześladowań i męczeństwa. Ale ja nie sympatyzuję jakoś specjalnie z misjonarzami z Hiszpanii czy Portugalii, mnie interesowały dzieje, oszukanych właściwie, Japończyków. Tego nikt mi dotąd nie opisał inaczej niż w liczbach i zwyczajach typu fumi-e (deptania świętych obrazów na dowód wyrzeczenia się wiary). Japończycy nie rozumieli łacińskich modłów. Nie rozumieli idei Raju, a życie doczesne było dla nich właśnie dlatego piękne, a nie żałosne, że przemija. Nie pojmowali idei żałosnego, wychudzonego mężczyzny na krzyżu, gdy Budda był przestawiany jako młody, atrakcyjny chłopak, a czasem wesoły grubasek. Idea grzechu zamiast karmy? Zmarłych przodków, którzy nie zaskują mocy panowania nad światem ziemskim jak w shintou? Nie i nie.

A przy tym świat większy niż można zobaczyć przez małe okienko pałacu wielmożnego pana, tak małe, że można przez nie tylko strzelać z łuku…

… to i jeszcze trochę, z kaktusami, agawami, rezygnacją i skrzypieniem lin z masztalunku w tle – w „Samuraju”. Polecam.

Komentarze
  1. litera pisze:

    Do Endou nie mogę jakoś podejść, odstręcza mnie właśnie temat chrześcijaństwa. I nie, nie tyle odstręcza w kontekście przyjmowania go przez Japonię, ale tak ogólnie – ostatnio nawet się spieram, że ja mojego dziecka do komunii nie poślę – dość, że na religię poszło („mama, ale oni głupoty mówią, że niby bóg stworzył człowieka, każdy wie, że człowiek w wyniku ewolucji powstał” – komentuje Zuza-pierwszoklasistka).

    Nie wiem, co z tym Endou zrobię. Może, może kiedyś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s