Wyzwanie czytelnicze: „Motyl na wietrze” Rei Kimura

Posted: Sierpień 21, 2011 in Rant, wyzwanie czytelnicze

Czyli „Cierpienia Młodego Wertera” po japońsku.

Przeczytałam w swoim życiu już kilkanaście książek o gejszach. Większość z nich pisały brzydkie Amerykanki w jesieni życia. Szczytem tego była „Blond gejsza”, której narratorką była bodaj szesnastolatka, a eufemistyczne określenia na penisa pojawiały się z częstotliwością 10ciu na stronę (mój ulubiony eufemizm „chciał jej ofiarować swojego złotego bożka” na długie wieczory umilił moje zaczepki łóżkowe). Po kolejnej lekturze, powiem wam szczerze, że nie dziwię się, iż gejsza to wymierający zawód, jeśli tak właśnie myślą o tym Japończycy.

Typowa książka o gejszach, wysmażona przez obywatela Kraju Kwitnącej Wiśni to smętna opowieść o dziewczynie z biednego domu, która trafia sprzedana przez swych zrezygnowanych rodziców do okiya. Przepych i rozpieszczanie tylko pogłębiają ich troski, a kiedy się w końcu zakochują, zawsze jest to miłość nieszczęśliwa i niespełniona. Umierają jako ostatnie z korowodu mniej lub bardziej zarysowanych postaci (w „Motylu…” – mniej), najczęściej tragicznie, samotne, zgorzkniałe i w ogóle do luftu. Książka Rei Kimury jest dokładnie taka sama, a na okładce powinna mieć wielki napis „Na fali wepchnięcia wam kolejnego szajsu z cyklu Wyznania Gejszy” oraz „SPOILER: EVERYBODY DIES”.

Sytuację pogarsza fakt fatalnego wprost tłumaczenia. Zgrzytnełam zębami już kiedy okazało się, że bohaterka nie nosi chodaków geta ale „geitas” (sic!). Potem takich kwiatków jak „yukatas” i „grania na samisens” było jeszcze kilka. A przecież oryginał był napisany po angielsku! Dobrych tłumaczy tego języka w Polsce jest sporo i ciut-ciut, jak to mawiają. Te wszystkie „Naoko, moja przyjaciółko…” (kropka w kropkę z angielskiego „Naoko, my friend…”) i Harris Oji San (doprawdy nie wiem, kto wymyślił ten system zapisu… :/) skutecznie utrudniały mi cieszenie się tą książką.

Dowodem na jej kiepskość jest jeszcze jeden fakt – chociaż opisuje ona historę autentycznej ponoć osoby, przetłumaczono ją na bodaj 8 czy 9 języków, pośród których… nie ma japońskiego! Piszę, że ponoć autentycznej, bowiem według dociekań historyków, jedyna Okichi, która była pod skrzydłami Harrisa, kiedy przybył do Japonii, to pomywaczka, i do tego tak kiepska, że odprawiono ją z ambasady po niecałym tygodniu pracy! Cały patos i udawany romantyzm książki bierze w łeb.

Następny w kolejce jest trochę starsza lektura – „Samuraj” Shuusaku Endo. Ale kiedy notka a’propos – nie mam pojęcia. Trzymajcie się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s