Za chwilę dalszy ciąg programu…

Posted: Czerwiec 7, 2011 in dwie sieroty życiowe, kontestatorka i konkwistador, mała lingwistka

Bardzo przepraszam, że nie pisuję tu niczego, ale mam tyle zajęć… Nie wiem od czego zacząć.

Przez chwilę czuję się jak w środku serialu Friends – siedzimy nad notatkami i piwem, we czwórkę – Kei, Tygrys, nikisaku i ja. Z Kei, pomimo ponurych prognoz, które z biegiem czasu zmieniły się w cichy podziw i chęć naśladownictwa pracującego nad sobą związku, niedługo stuknie mi roczek. Robimy monstrualne kroki naprzód i starzy znajomi co jakiś czas powtarzają nam, że zmieniamy się na lepsze. Momentami nie czuję się nawet socjopatą i chyba rozumiem co się wokół mnie dzieje.

Tygrys i nikisaku też zostali ze sobą. Trochę się przejmuje, chociaż tego chyba po mnie nie widać. Gdyby jedno skrzywdziło drugiego, byłoby mi bardzo przykro. Po prostu. Ale chyba jest coraz lepiej, docierają się, nikisaku nie pali, mało pije i wynosi śmieci, Tygrys gotuje obiadki i czasem się śmieje. To trochę dziwne, ale sprawia, że jest cieplej w środku.

Poza tym, pracuję, chodzę na szkolenia, planuję co dalej. Planuję co dalej siedząc w kuchni z Teresą i zmywając naczynia. To się nie miało prawa stać jeszcze pół roku temu. Teresa i Zbigniew zresztą zaczęli się uczyć angielskiego. Ja też pieczołowicie planuję (i realizuję) plany poznawania różnych języków – hobbystycznie lub mniej – od czasu jak połknęłam „The Polyglot Project” – świetny e-book napisany przez tak samo rąbniętych szajbusów lingwistycznych co ja. I suddenly felt I belong.

Piszę też magisterkę, chociaż z pewnym powątpiewaniem. Nie bardzo wiem co tak naprawdę robię. Cieszę się, że mam moją promotor, bo nie czuję się jak samotne dziecko we mgle. Czuję się jak dwoje dzieci we mgle.

Zastanawiam się wieczorami co będzie u Robo, od czasu jego niezamierzonego coming outu przed homofobicznym ojcem. Ale jemu mogę pomóc tylko wtedy, kiedy jak nikiś zdecyduje się przyjechać tutaj.

Moi uczniowie dobrze pozdawali matury, testy, egzaminy. Duża ulga.

W przerwach czytam. Dziś: „Gra Anioła”, Carlosa Ruiza Zafóna. Z braku pomysłu na dalszą część notki, fragment, który mam przed oczami. Jakoś dziwnie oniryczny.

– Isabello, wybacz mi. Proszę. Nie chciałem cię urazić.
Spojrzała na mnie ze łzami w oczach i uśmiechając się gorzko.
– Robi pan to nieustannie. Nic innego pan nie robi. Odkąd tu jestem. Znieważał mnie pan i nieważa ciągle, i traktuje, jakbym była idiotką, która niczego nie rozumie.
– Przepraszam – powtórzyłem. – Odłóż tę torbę. Nie odchodź.
– A niby dlaczego?
– Bo cię o to bardzo, bardzo proszę.
– Litość i współczucie sama mogę sobie znaleźć gdzie indziej.
– Nie o litość ani o współczucie tu chodzi. Chyba że z twojej strony. Proszę cię, żebyś została, bo to ja jestem idiotą i nie chcę być sam. Nie mogę być sam.
– Wzruszające. Zawsze myśli pan o innych. Niech pan sobie kupi psa. (…) Skoro już się bawimy w mówienie sobie prawdy, to proszę bardzo. Zawsze będzie pan sam, bo nie umie pan ani kochać, ani niczym się dzielić. (…) Wcale się nie dziwię, że ta panienka w welonach wystawiła pana do wiatru i że wszyscy pana wystawiają. Ani pan nie kocha, ani nie pozwala się kochać.

Komentarze
  1. nikisaku pisze:

    Jesteś z nami, my jesteśmy z tobą. Razem jesteśmy nie do zdarcia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s