Triumfalny pochód dziwności

Posted: Marzec 16, 2011 in dwie sieroty życiowe, psychodelic

Zdawało mi się, że po prostu nie rozumiem ludzi, bo przejawiam socjopatię, ale im dłużej żyję tym bardziej zaskakujące są ludzkie istoty. Pretensje bez powodu – to przeżył każdy, prawda? To więc pominę. Ale przykładowo zachwycił mnie jeden z doktorów (profesorów?) z PAN, który w telewizji pianę z ust toczył nazywając to, co w sprawie energii jądrowej i atomowej dzieje się teraz np. w Europie „triumfalnym pochodem nieuctwa” (cudowne!) oraz „bezdusznym żerowaniem na ludzkiej krzywdzie”. Sama miałam łzy w oczach, kiedy z uniesieniem nie dał sobie przerwać apelując „Jeśli chcemy zmienić świat, zacznijmy od nauczenia młodzieży tabliczki mnożenia!!!”.

Jest jeszcze oczywiście cykl często gęsto opisywanych na tym blogu drobnych wariatów, których najwyraźniej przyciągam jak magnes, czy to idąc do pracy przez las – jeden taki szedł obok mnie z uśmiechem powtarzając „cześć” i „dzień dobry” tak długo jak nie potrząsnęłam energicznie jego obiema dłońmi – czy to robiąc najzwyczajniej w życiu ksero. Wchodzę do ksero, lekko speszona, bowiem nie wzięłam z domu portfela i w ramach szybkiej akcji na mieście pożyczono mi 50 złotych (nie ma to jak mieć Krzysztofa), a kserowałam kilka zaledwie kartek. Pokazałam panu co i ile razy chcę mieć skopiowane, on wykonuje zlecenie i rzuca jakąś cenę lekko powyżej złotówki. „Zabije mnie.” pomyślałam wyciagając z kieszeni jeansów niebieski banknot. Szybciej niż zdążyłam zauważyć facet zza lady wyciągnął z szuflady nóż i szybko udał, że wbija go w moje serce. Zatrzymał się wystudiowanym ruchem dokładnie centymetr przed moją kurtką i cofnął ostrze, chowając je na powrót pod ladę.
– Pomyślałaś, że Cię zabiję, jak mi dasz całe 50 złotych. – wytłumaczył spokojnie, podając swojemu współpracownikowi banknot by ten go rozmienił, a potem wydał mi resztę.
– Dziękuję bardzo. – spojrzałam na niego, nerwowo mrugając oczami.
– Proszę bardzo. – powiedział pan z ksero i poczynił ze mną kurtuazyjną rozmowę o pieniądzach, które na drzewach ani w ogródkach na wiosnę nie rosną.

A Krzysztof też potrafi czasem zaskoczyć. Najbardziej kiedy wraca do domu i od progu mówi „Wiesz, ktoś rozwalił ten kwiatek tam na półpiętrze, ale go uratowałem”. Potem, niemal wstydliwie, obmywa z ziemi w łazience ręce…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s