Zapiski z Twórczego Pisania

Posted: Listopad 24, 2010 in mała lingwistka, Tfurczość

Cofanie się w czasie to podróż po półprostej – dla każdej rzeczy, może z wyjątkiem samego wszechświata, znajdzie się początek. Dla rozkoszy, radości, wstydu, wściekłości, strachu, zachwytu… obracajmy więc głowę coraz bardziej wstecz do majaczącego na końcu półprostej punktu.

Stacja pierwsza: rozkosz. Mam 7 lat i 8 lat starszą siostrę, obydwie zaczęłyśmy nowe szkoły. To nieważne. Nieważne, bo wciąż musi mnie czasem zabrać z domu na spacer, a właśnie przeżywa swoją pierwszą (?) miłość. Jej chłopak pracuje w piekarni, ma smukłe ręce, ciemną cerę i włosy – wszystko to przypruszone mąką. Dziwne, bo pamiętam plakat Briana Adamsa i jakiejś jeszcze męskiej gwiazdy znad jej łóżka (czyżby ktoś z Backstreet Boys?). Obaj to bladzi blondyni. No, tak czy siak trzeba się mnie było pozbyć. Chłopak mojej siostry mruga do mnie zawadiacko, stojąc w drzwiach piekarni. Pokazuje rząd zębów bielszych niż mąka i daje mi ciepły, gorący!, chleb. Niedaleko jest ławka. No i wiecie, nie ma dziecka. Siostra odrywa tylko piętkę z bochenka i gdzieś znika. Ja przez długi, dłuugi czas, niekiedy z koleżankami, z ciasta wyrywam ciepłe kęsy i formuję je w miękkie kulki. Potem z chrupiących skórek od chleba robimy „fajki” i jedząc je udajemy naszych dziadków. Rozkosz. Nie wiem teraz tylko, moja bardziej czy ich…?

Stacja druga: radość. Huśtawki. Bardzo szybko próbowałam się wdrapywać na huśtawki. Na jednej z nich napisałam swoje pierwsze opowiadanie mając 6 lat. O czerwonym smoku. Na któreś urodziny dziadek-stolarz, już nie żyjący, postawił mi w swoim ogrodzie moją prywatną huśtawkę. Bujam się godzinami, śpiewam zmyślone piosenki i czytam książki. Największa radość dzieciństwa – huśtawka.

Stacja trzecia: wstyd. Mam pięć latek, pięć i pół, sięgam głową… Do rzeczy. Spadł śnieg. Z tych śniegów, co to teraz nie bardzo chcą spaść. Dużo tego było. Na moim osiedlu są dwie górki, więc idę na sanki. Kiedy chodzę z ojcem to jest ciekawe, zawsze opowiada mi o jakimś kraju, udając, że moje sanki to jakiś powóz albo samochód. Wtedy akurat idę z mamą. Mama jest nudna i milcząca (mówiąc na mrozie można zaziębić gardło!), na dodatek podczas zabawy spycha mnie z górki tak, że przewracam się, obijam, wszędzie włazi mi pełno śniegu. Zimni, wstyd przed dzieciakami. Płaczę i obrażam się na sanki. Kilka zim mego dzieciństwa spędzam potem jak najdalej od śniegu, a w szczególności mojego drewnianego powozu, z którego ojciec pokazał mi pół świata – od Australii po Alaskę.

Stacja czwarta: wściekłość. Moi rodzice zawsze wiedzieli jak mnie wkurzyć. Mam 3 lata i zostaję doprowadzona do ostateczności – rodzice przestali mieć czas, żeby czytać mi na dobranoc. Tydzień moich głośnych marudzeń mija bez echa. Potem biorę książki z półki i bez większej pomocy (z wyjątkiem przykładowo bardzo dziwnego A z zawijasem, które ojciec przedstawia mi jako Ą) uczę się czytać sama sobie. A co, niech wiedzą!

Stacja piąta: strach. Wycieczka przedszkolna do teatru na Majkę Jeżowską. To jeszcze nie takie straszne, fakt. Ale przedstawienie jest o ochronie przyrody, a główną rolę gra w nim wypełniająca scenę szara kukła, która chce ją zniszczyć. Majka w pstrokato-papuzim ubranku próbuje ją pokonać. Wtedy tamta przy okropnych trzaskach jakiegoś silnika lub generatora okrywa dymem przednie rzędy widowni. Dzieci z piskiem rzucają się ku wyjściu. Sztukę z afisza chyba zdjęto. Ja przez parę najbliższych miesięcy nałogowo oglądam „Kapitana Planetę”.

Stacja szósta i ostatnia: zachwyt. Mam około 2 lat. I pewnie nie pamiętałabym tego gdyby ie jedna z moich śmierci klinicznych. Bo kiedy po masażu serca na chwilę siadam prosta jak strzała w karetce, widzę to wyraźnie – jak sen z cyklu „całe życie miga mi przed oczami”. Jest późna jesień, mama za rękę prowadzi mnie do żłobka. Bardzo wcześnie rano, chyba 5. Patrzę w górę i wypowiadam pierwsze zdanie jakie pamiętam ze swojego życia; patrząc na umykające bokami chodnika latarnie, przebierając nogami tak, że prawie nie nadążam, z zachwytem deklamuję do tego migoczącego światła:
– Mamusiu! Spójrz jakie to piękne!

Komentarze
  1. toperz pisze:

    A może cofanie się w przeszłość to podróż po półpłaszczyźnie, hm? Wiele jest rzeczy stojących nie na linii a gdzieś z boku, na ukos, za, ale nie za bardzo…Poza tym nagle przypomniałam sobie, czytając Twój wpis, słowa Białej Królowej z „Alicji po drugiej stronie lustra”: ‚Bardzo to nieciekawa pamięć, jeśli działa tylko w jedną stronę’ – chociaż jej akurat chodziło o patrzenie w przyszłość.

  2. Zdałam sobię sprawę z tego, jak mało sama mam wspomnień z tak wczesnego dzieciństwa. A jeśli już to obrazy, emocje bardzo rzadko. Przeszłość to las pełen mgły.

    (grainne)

  3. Mizuu pisze:

    Hej Grainne, jak ja Cię wciąż gubię na zakrętach… *uśmiecha się lekko, do okna, jak zawsze, gdy o niej myśli*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s