Nie było mnie chwilę

Posted: Wrzesień 19, 2010 in dwie sieroty życiowe, Obrazowo, Tfurczość, wstążki i sznurki

Bo byłam gdzieś indziej. Brałam udział (wraz z Miro, Krzysztofem i Witią) w Mediation Biennale jako wolontariusz. Używałam wszystkich języków, jakie znam – nawet tych, które znam bardzo kiepsko, oprowadzałam artystów z Europy, Azji i, wyjątkowo, USA po Poznaniu, poznawałam ich wizje i pomagałam przy montowaniu ich prac i performance’ów. Potem zaczęłam chodzić do pracy, obroniłam pracę licencjacką i byłam na urodzinach Zośki.

Chciałam wam opisać te prace, powiedzieć, jak szczęśliwi byli artyści, którzy widzieli ludzi wchodzących w głęboka interakcję z ich sztuką (ze mną i moją, 6letnią już przecież!, Zosią na czele), zaprosić, żebyście weszli w nie również albo opowiedzieć o tym, co można było usłyszeć o danej pracy tylko z ust artysty w jego osobie własnej. Ale nie.

Bo zobaczyłam coś znacznie piękniejszego niż balony doskonale udające bogów, śpiewające fotografie, próbki krwi i skóry artystów pod mikroskopem czy wieżę z łóżek pod samo niebo. Miałam dwie szczupłe, silne ręce do pomocy, a do nich doczepione uważne, zielonkawe oczy. I zgrabny tyłek, który potrafił spiąć poślady gdy wymagała tego sytuacja. Lekko odstające uszka, żeby można było słuchać kakofonii próśb i poleceń, żeby mona było coś podgryźć między ustami a brzegiem pucharu z mrożoną kawą. Kark do wymasowania.

Krzysztof może i wchodząc pierwszy raz w progi CK Zamek był dziwolągiem o za długich kończynach i zbyt małej sile przebicia w porównaniu do zapału i pracowitości, ale… wyszedł stamtąd z zadziornym ogniku w oczach, którego chociaż nie spodziewałam się tak szybko, to jednak przeczuwałam go tamtego dnia, kiedy spytałam go na kanapie, blisko, bliżej, czy wymasować mu plecy. A kilka dni później oświadczyłam, że ma jeden poważny problem. Mnie.

Jaki teraz ma problem oprócz mnie? Jakie inne cienie budzą go w za małych, za twardych łóżkach? Chcę wiedzieć, że mężczyzna, który wita mnie po obronie bukietem kwiatów, każdego dnia rośnie w siłę.

A tu jeszcze mała pamiątka: Krzysztof, pani Alexandra Dementieva (artystka, z którą zbliżyliśmy się najbardziej, cudowna kobieta, zaskakująca artystka, wymarzona ciotka dla każdej rodziny :D) oraz ja – w dzień wyjazdu Alexandry, w jej hotelu. Ileśmy się ciastek najedli, żeby zagłuszyć smutki i smuteczki po jej wyjeździe…!

Koniecznie odwiedźcie [jej stronę] – tak, na głównej w tej chwili jedno z moich zdjęć Alexandry spod Zamku, póki nie przemieści się gdzieś dalej na trochę dłużej, pewnie będzie tam wisieć. Haha.

Komentarze
  1. toperz pisze:

    Ano, tyczka, tyczka ^_^ Zazdroszczę Mizi bardzo. Mnie ostatnio się trochę posypało wszystko, dobrze wiedzieć, że ktoś się kreatywuje i dosztuca ^o^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s