Linia 235

Posted: Lipiec 22, 2010 in dwie sieroty życiowe, i jeszcze coś, Wyszperane

Adrian by nie był zadowolony, że wysiadłeś. Pojechałby ze mną, daleko, dalej, pod drzwi, w windzie klnąłby, że nie ma jak wrócić, ale też by nie został. Kiedy wysiadam pod świecącą jak choinka wieżą RTV facet drepczący przede mną nie ma co prawda niebieskiego szalika Kolejorza, ale w foliówce kitrasi dwie wódki. Jedną już napoczętą. W głowie wybucha Renata Przemyk „Byłeś gnojeeem i jak wieeeprz…„. Wszystko prowadzi tylko dziś korytarzami skojarzeń gdzieś indziej. Gdzieś.

Rewind.

„Cześć chłopaki, kto wygrał?”
„Jacek”
„Był remis.”
„Pójdziemy coś zjeść, napić się?”
„Ja się już będę zmywał. Odespać w końcu.”

„…bardzo go zaskoczyłaś. Tym przywitaniem.”

Fast forward.

Nie, leki wcale mi nie siadły, na ten ułamek sekundy, kiedy zdążę mrugnąć powieką, a Ty użyjesz w zdaniu odnoszącym się do mnie zwrotu „po prostu idealna kobieta”, a ja mocno zacisnę palce na oparciach fotela i nie wstanę, nie wybiegnę z krzykiem. Bezwarunkowy zupełnie odruch. „Nie widzisz we mnie żadnych wad?” „Nie, w tej chwili nie” – gorączkowo przeszukuję pamięć, szybko, co Cię zaboli, co Cię, w Twoim wielkim, zakochującym się łbie, przerazi, szybciej. Uciekać, nogi nerwowo chodzą mi pod stołem, nie widzisz tego, mocno trzymam Cię za rękę. 15 sekund największej grozy w tym miesiącu.

Rewind.

„Giera, słuchaj, zobacz, w końcu siadły mi leki!”
Krzyczę i wymachuję dłońmi. Masz spokojny, spokojny uśmiech Buddy, wierzę, że krzyczysz na ludzi, ale w tej chwili, nie, absolutnie sobie nie mogę tego wyobrazić. Popijam mrożoną korzenną kawę i patrzę na trampki na Twoich stopach, które podwijasz pod siebie w wiklinowym fotelu. Słucham o nieistniejących katedrach, mówię o Somozie. Kiedy pójdziesz zapłacić rachunek, ojciec romskiej rodziny, która rozsadowiła się obok, przepiękną czystą polszczyzną, jakiej nie używał przez całą resztę konwersacji zapyta „Jak szybko dostaniemy jeść? Moja rodzina wprost umiera dziś z głodu!!”

Fast Forward

Nocny autobus. Jakiś kibic czyta mi przez ramię, jestem wciśnięta w fotel pod oknem, przy drzwiach.

Zwrot

Powiedz mi, jak się masz? Nie mam się. Nie mam się wcale.
Nie piszę, dużo śpię i czytam św. Miłosza z Berkeley.
A ja spaceruję po Helu.

Widzisz, dawanie rad nie jest moją mocną stroną,
żadna ze stron nie jest. Po lewej ogród, po prawej mapa.

Umyty. Ubrany. Wypróżniony. Głodny. Przepalony. Gotowy
do wyjścia. Czy to musi być takie trudne, pytam
choć wcale nie oczekuję odpowiedzi.

Zielony Ikarus wiezie mnie przez Zawady.

– Maciej Gierszewski

Wchodząc do ciemnego, śpiącego do domu po północy, zapalam światło w ogołoconym z mebli pokoju i myślę sobie, tak, pamiętam, dziś miał być pan od rolet, no tak. Rolety w oknach są nie granatowe, a zielone, pasujące w tej chwili zupełnie do niczego…

Komentarze
  1. Toperz pisze:

    ach, Mizuu, kocham Cię. Nic nie drażni mnie bardziej, niż wymuszona oryginalność i ludzie którzy o sobie samym twierdzą, że mają nadmiar wyobraźni. Jesteś taka niewymuszona. Czytam Cię z przyjemnością i satysfakcją kogoś, kto znalazł coś, w co sam kiedyś nie wierzył. Powiedz tylko, jakie leki Ci siadły (zawodowa ciekawość, wybacz)

  2. Mizuu pisze:

    To wszystko bardzo miłe co mówisz, ale wybacz, odmówię odpowiedzi. No chyba, że na priv – odezwij się na maila lub coś w tym stylu.🙂

  3. giera pisze:

    Romska rodzina była niczego sobie. zdeczko się rozpychała, łokciami i mentalnie.
    mało krzyczę.

  4. Mizuu pisze:

    @Giera – taaak. I jeszcze raz dziękuję za miły wieczorek. :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s