Ten jabłko, ten grucha.

Posted: Czerwiec 25, 2010 in psychodelic

Z domu wyszłam nabzdyczona, ścigana jakimś dość zabawnym argumentem „Za długo milczałam, nie będę już cicho!”. Haha, bardzo śmieszne, haha. Głowa nisko, ciało pochylone lekko do przodu, zmierzamy w stronę domu Krzysia. No, pokoju Krzysia. Pokój Krzysia tym się w tej chwili różni od innych pokoi, że nie jest zalany (jak mój) i jego lokator jest na miejscu (inaczej niż w przypadku Adiego czy Tygrys). Ściskając więc w ramionach wielką „Psycholingwistykę” Gleason, idę.

Na wysokości warzywniaka napiera w moją stronę równie nabzdyczony co ja facet. Niemłody, niepiękny, a zły jak sukinsyn. Wzrusza ramionami z widoczną pretensją do świata. Przy nodze ma gołębia, gdzie on tam i gołąb. Gołąb jest widocznie sprytny sukinsyn, bo równie zwinnie jak jego poirytowany towarzysz wymija matkę z wózkiem i starszą panią z laską, a nawet rowerzystę.

– Odczepże się. – teatralnym szeptem rzuca facet. – No idźże!!

Cała scena zbliża się do mnie za szybko, zwalniam krok, poluzowuję uścisk na ponad 500-stronnicowej cegle. Facet macha rękami, noga mu czasem odstaje od rytmu, próbując dosięgnąć natrętnego ptasiego amanta. O tak, w żółtawych oczach gołębia widać miłość, wyraźnie samczą, gejowską, facet jak nic wychodzi na pedała, w dodatku zoofila, to go irytuje, osiedle nasze to nie miejsce na takie amory. Wzrusza więc ramionami, ale to wychodzi pokracznie jakby pióra stroszył.

– Poszedł! Pójdziesz!!!

Już są prawie przy mnie, ptak koło jego lewej nogi, gdy nagle faceta ogarnia ideę wyższą, rzec by można lotną i postanawia zmienić front.

– Gruu-grrrru! – grucha facet tonem niemal przyjaznym, ale sarkazm wycieka mu z kieszeni. Ptak zatrzymuje się przy krawężniku, rozgląda się zdezorientowany. Obracając szyją toczy kaprawym oczkiem złotej rybki, z trzyminutową pamięcią autobiograficzną, szukając powodu swojego tutaj bytowania.

Albo może tylko patrzy, komu coś wydziobać za tak potworną potwarz, kto odważył się nazwać go słowem tak obelżywym… no bo przecież nie jego nowa miłość, która… HEEEEEJ.

Interlingwistyczne zdolności uciekającego obok Biedronki faceta mnie zadziwiają. Ma koleś gruchane… gadane.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s