Przeplatanka z „Dżumą” Camusa

Posted: Czerwiec 6, 2010 in i jeszcze coś, kontestatorka i konkwistador, mała lingwistka, Wyszperane

[C]złowiek, który śpi tylko cztery godziny, nie jest sentymentalny.

Nie sypiamy dużo. Przychodzimy na Uniwerek, a to w tej chwili najbardziej przygnębiające miejsce, bo zasady gry zmieniają się w jej połowie, widzę zapłakane kobiety skulone w sobie na korytarzach, i mężczyzn, trochę na rauszu albo maltretujących ściany i indeksy. Nasz sen to coraz mniej kwestia wyboru, ale chęć lub konieczność pracy, duże ilości myśli niespokojnych, za małe łóżka, za dużo bólu. Ukojenie znajdujemy w przedświcie, szarości, stukocie klawiatur. Kawa, herbata, piwo, kawa, herbata, piwo.

[N]ie gratuluje się nauczycielowi, jeśli uczy, że dwa i dwa to cztery. Można by mu pogratulować może, że wybrał ten piękny zawód.

Moja kariera nie potoczy się raczej tak, jak chciałam. Przeglądając zdjęcia cudzych wyczynów kulinarnych pytam się sobie, czemu nie poszłam w ślady rodziców, szkoła gastronomiczna byłaby dla mnie łaskawa. Smarkam krwią. W ogóle krwawię, generalnie, z różnych miejsc. Ciekawi mnie łączenie kuchni z krwią, taka refleksja. No ale, mogłam być kucharzem. Szefem kuchni nawet. Albo cukiernikiem. Mam przecież zdolności manualne i plastyczne, za przybranie dostałabym tyle gwiazdek, ile można dostać. Ze smakiem też bym sobie poradziła wkrótce. Rozszerzyłabym paletę.

Aby walczyć z abstrakcją, trzeba trochę być do niej podobnym.

Rozpycham się łokciami, nie wiem, jak pomóc ludziom, wokół mnie, bo nie umiem pomóc sobie. Między euforią a brzegiem grobu wiele może się zdarzyć. A więc huśtawka. A więc zdania zaczynane od „a więc”. Zdarte gardło, spuchnięte nos i oczy. Jestem chora. Fizyczne słabości odciągają mnie trochę od psychicznych, daję sobie dyspensę, rozgrzeszenie, chociaż nie powinnam. Człowiek jest samotną wyspą i powinien pilnować się 24 godziny na dobę. Ja jestem pieprzoną Ibizą. Trzymam się sztywno, trzymam się prosto, powieki w tańcu zaciskam mocno. Może… sprostam.

Kiedy byłem młody, żyłem przekonany o własnej niewinności, to znaczy nie miałem żadnych przekonań.

Teraz jednak trudno żyć bez przekonań, dobrze jakieś mieć, żeby móc rozmawiać, kiedy już braknie tematów. Antyklerykał, naturalista, kontestatorka i konkwistador, zwolennik Janusza Korwina-Mikke, medytujący o zmierzchu, geek. Kiedy już wszystko inne zawiedzie – loża szyderców i zaraza. Jak się okazało, nie szczecińska, tajwańska. Pan, który wrócił z Tajwanu zabiera ją dziś na piwo. Niech się dobrze bawi. Niech odnajduje tożsamość i przynależność. Niech.

Tymczasem pogoda sie ustaliła. Słońce wypijało kałuże z ostatnich ulew.

Na topie jest chyba teraz powódź. Topie – topieniu. Got it? Haha. Zawieszam się na zdaniach Alberta Camusa czasem i po pół godziny. Pieprzony mistrz aforyzmu. Dzisiaj śniło mi się, że zalało i Poznań, ale tak tylko jakoś dziwnie i równomiernie niemal, paronastometrowe kałuże, czasem do kolan. Nie zamknęli nam uczelni, więc brnęłam z moją paczką po tych mini-jeziorkach i z zaciekawieniem patrzyłam, jak co bardziej szurnięci chłopcy – Ci co normalnie przychodzą na zajęcia w rozpiętych koszulach, dreadach albo na boso – rzucają się w zalane piwnice Novum jak do basenu, nurkując przy schodach w budynku A i radośnie wynurzając się i plując wodą, w części B, rozpryskując wodę na wszystkie strony swoimi dreadami.

Śmieją się tylko pijacy – mówił Tarrou – ci zaś za bardzo się śmieją.

Nie ma złotego środka. Potrawy są za ostre albo za mdłe. Alkohol za mocny albo za słaby. Zrobiliśmy dzisiaj zupełnie nic albo padamy na pysk. Jesteśmy zbyt mili albo zbyt podli. Nasługujemy nie na szczęście, ale na spokój. Święty spokój złotego środka. Takiego środka, co to jest gdzieś na obrzeżach i nikt się nim nie interesuje.

Dżuma odebrała wszystkim siłę miłości, a nawet przyjaźni, trzeba to powiedzieć. Miłość bowiem żąda odrobiny przyszłości, a myśmy mieli tylko chwile.

All I know is the wine lasts longer when you don’t gotta share it with someone; All I know is my steak tastes better when I take my steak-tastes-better pill. Kalendarz ze zdjęciami małych dzieci, który mama na złość mnie przyczepiła u mnie w pokoju, nie u siebie, zerwał się smętnie i zamiast na czerwcu, wisi teraz na lutym. Mały chłopczyk, w uszatce, na tle sanek, wyciąga rękę do przerośniętego płatka śniegu. teresa otwiera balkon, drzwi w moim pokoju trzaskają z hukiem szyby od przeciągu. Wpada po sekundzie drąc się, że chyba powinnam wiedzieć, że drzwi się zamyka, kiedy ona otwiera balkon. Z zupełną obojętnością odwracam się do niej, myślę o innych twarzach i rękach, o innych głosach, i mówię – „Jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia, po prostu nic nie mów”. Trzaska drzwiami znowu psując do szczętu zamek w nich. Uśmiecham się lekko, bo nie zauważyła, że jej rok zatrzymał się na lutym, z ręką wyciągniętą w kierunku sztucznej śnieżynki, niedługo w ogóle się zerwie ze ściany i nie będzie miała żadnego czasowego odniesienia, a ja już jestem dawno w czerwcu, z ciekawszymi ludźmi, z trudniejszymi problemami. Z kimś, komu zależy.

[J]eśli istnieje coś, czego można pragnąć zawsze i osiągnąć niekiedy, to jest to czułość ludzka.

Kiedy płaczę w łóżku i ma mnie kto pogłaskać po plecach (chociaż to nie tam boli) – jestem gotowa powalczyć jeszcze trochę. Zastanawiam się, kogo łatwiej kupić – Tygrys za „ciastko, czosnek, czekolaaaaaadę” czy może mnie za głaskanie po głowie i plecach? I za te kilka słów Mirosława, że potem poczuje się trzykrotnie lepiej. Z moimi ex zbiera mi się na wspominki i po raz pierwszy od dawna to akurat nie boli. Szczególnie palnik. Ale najważniejsze, że oglądając się za siebie, nie dostrzegam już tyle bólu. Dostrzegam go przed sobą i zastanawiam się jak tu dalej tak żyć. No jak?

Doktor podniósł oczy na Republikę i powiedział, że nie wie, czy mówi językiem rozsądku, mówi natomiast językiem oczywistości, a to siłą rzeczy nie jest to samo.

No nie jest.

Reklamy
Komentarze
  1. giera pisze:

    jakoś jest, samo z się.

  2. jitaka/toperz pisze:

    Zastanawia mnie, co masz w głowie, Mizuu. Poczytałam sobie Ciebie, przyjrzałam się dość uważnie, brak wniosków. Różni są ludzie, oryginalność jest kwestią przypadku, braku rozsądku, głupoty lub własnego pragnienia. Poprzyglądam Ci się z deczka, jeśli pozwolisz. Ciekawe, czy w końcu dojdę do czegoś twórczego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s