Nazbyt sentymentalny powrót Philipa Rotha

Posted: Maj 7, 2010 in i jeszcze coś, Wyszperane

„Przywiązanie rujnuje nas, jest naszym wrogiem. Joseph Conrad: Kto tworzy więzy, jest zgubiony. To absurd, żebyś tu siedział i wyglądał, jak wyglądasz. Zakosztowałeś tego. Nie wystarczy? Wszystkiego można jedynie zakosztować. Tylko to jest nam dane w życiu, tylko to jest nam dane z życia. Posmak. Nic więcej.”
„Konające zwierzę” Philip Roth

Dopada mnie to coraz częściej, nieprzemożona trudność w wyjściu z domu. Kiedy się budzę, jem śniadanie, myję – jeszcze nie jest najgorzej. Potem, kiedy trzeba już się spakować, ubrać kurtkę, zawiązać arafatkę – brnę przez jakąś galaretę, moje dłonie są bardzo niezgrabne i muszę myśleć o Tygrys albo Adim, żeby sięgnąć po zawieszony na haczyku pęk kluczy i przekroczyć próg.

Niepokój, który zobaczyłam w Jego roztrzęsionych dłoniach tamtej nocy, mam cały w sobie. Nie umiem go wyrazić, wiem, że tam jest. Zazdroszczę Mu tego, że przecież właśnie to z Niego spadło, że może i chce zostać z tym sam. Bohater zawsze jest sam. Nie podoba mi się to, nie czyni mnie to szczęśliwą, ale nie umiem płakać, nie umiem krzyczeć.
– Mów do mnie. Nigdzie nie spierdalam.
– Spierdalaj, Mizuu, kurwa, SPIERDALAJ. Błagam, Mizuu, wynoś się, spierdalaj, kurwa, proszę!

I wciąż, wciąż to jedyny człowiek, który potrafi mnie uspokoić. Bije w tym rekordy na czas.

” – Sypiałaś z nimi regularnie?
– Nie, z żadnym regularnie.
– A w pracy? Kochał się w tobie ktoś z pracy?
– Wszyscy.
– Mogę to zrozumieć. No i co? Sami geje? Nie spotykałaś heteroseksualistów?
– Spotykałam, ale wszyscy są do niczego.
– A to czemu?
– Onanizują się po prostu na moim ciele.
– To przykre. To głupie. To niedorzeczne.
– Za to ty kochałeś moje ciało. A ja byłam z niego dumna.
– Dumna z niego byłaś już wcześniej.”

„Konające zwierzę” Philip Roth

Potem powiem tylko, że chciałabym kiedyś zacząć nową książkę, w ten sposób:
Chodź, siadaj. Opowiem Ci moją historię. Chociaż… w angielskim mamy rozróżnienie na „history” i „story”… Opowiem Ci moją storię. Spójrz, tam leży, rozwalona na łóżku, okład z lodu przykładając do spuchniętej powieki. Jęczy.
Ale wiem, że wszystkie prawa autorskie Jego storii należą do Niego. Boję się oglądać wstecz, nie chcę patrzeć do przodu. Utkwiłam w tu i teraz, zawieszona w mojej galerecie, przez którą brnę ciężko. Jak śpiewał król popu – „Don’t you judge of my composure, ’cause I’m bothered everyday”. Carpe Diem to zaklinanie chwili w coraz bardziej stygnący wokół mnie, paraliżujący wszystko bursztyn. I nie znalazłam go na plaży, znalazłam go w Twoim zlewie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s