Problem z nazewnictwem

Posted: Marzec 12, 2010 in mała lingwistka

Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie wystąpił poważy problem. Z tabu, ze słowami, których się nie mówi. Najpierw pewne rzeczy wyłaniają się z nicości, potem z niebytu wyłaniają się dla nich jakieś potencjalnie akceptowalne nazwy, kiedy jednak formuje się te nazwy w ich fizyczne reprezentacje, nie docierają nigdzie, wracają w pustkę.

Jest mi jakoś lepiej, patrzę z pewnego dystansu. Całe 5 cm dystansu, siedzę na podłodze, Ty na fotelu, cały świat dystansu. Wraca do mnie tylko jedna z wielu rzeczy, których nauczyłam się o sobie ostatnio – nie umiem się sprzedać. Nie myślę o tym, jak możesz mnie zrozumieć. Słyszę to „aua” szpili wsadzanej w przedramię, otarcia stóp o matę. Palec pod żebro, jeb w łeb, nagryzione ucho albo kark.

Odczarowałam pokoje, miejsca. Ostatni bastion – kuchnia, pada pod czułymi palcami Eri, obierającej owoce do sałatki. Mamy świetną moc przerobową, siekamy, mieszamy, nakładamy. Na owocową sałatkę nakładamy jogurt grecki, cynamon, utartą czekoladę. Do tego soczek. Czuć wiosnę, nawet lato, kiedy siedzimy wpatrzone w TVN24. I, trochę ukradkiem, w siebie.

Uśmiecham się. Mężczyźni wokół mnie dyskutują o różnicy między chłopcem a mężczyzną. Bo „kobiety zawsze wolą chłopców, a wybierają mężczyzn”. Kochać, kochać, jakie to ładne słowo. Nawet rzucone w pustkę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s