Blisko, bliżej, w środku – cz. 6 – Witia

Posted: Październik 9, 2009 in i jeszcze coś, Wyszperane

Dzieje się coś złego. Robi się coś dobrego. Najciekawsze i najtrwalsze przyjaźnie zdają się rosnąć tam gdzie wspólne budowanie i tworzenie domu. Niekoniecznie swojego.

It doesn’t matter where you been
Or what you did wrong
It doesn’t matter who you are
You’re always welcome
It only matters that your heart believes
And you confess
If you committed any sin you’ll be forgiven

Pierwsza zasada gry – zawsze odchylasz się w tę samą stronę co motocykl, trzymasz się mnie, a nie z tyłu. Naginasz się do drogi, która przed tobą i jesteś najbliżej jak możesz. Cel jest jasny, mów czy skręcać w prawo czy w lewo, krzycz na światłach, kiedy nakrywam twoje dłonie moją dłonią, bo zapomnieliśmy rękawiczek. Łagodnie, szybko płyniesz, skrzyżowanie po skrzyżowaniu, wybór po wyborze. Wybieramy się na wycieczki coraz dalsze i śmielsze. Obserwujemy zachód słońca na huśtawkach, szczęśliwi jak dzieci. Potem jedziemy dalej. Machamy motocyklistom i dumnie suszymy się po przelotnym deszczu przy zielonej herbacie na podłodze mojego pokoju. Nie chcesz nigdzie wracać.

Callin on all of God’s children
Time to come home
If you wanna be delivered
Time to come home

Jestem kapłanką zazdrosnych Bogów. Nie dali mi supermocy przemieszczania się szybko jak wiatr. Nie czuję się dobrze nie pytając ich o wróżby na dalszą drogę, chociaż są złowieszcze, niedobre. Powinieneś już iść, dlaczego nie wracasz do domu? Nie jest tak, że jako kapłanka mogę należeć do siebie. Nawet mój zachwyt, moje przymknięte oczy, pomruk, gardłowa modlitwa, nabożne skupienie, chłonięcie twojego zapachu – to wszystko należy już do twojej osoby, nie do mnie. Moja mała religia, moja nabożna cześć jest tylko po to, żeby było ci dobrze. Zbawienie ma dwie kalorie i nie przemawia do mnie głosem z offu. Radosny Budda nie daje się już klepać po brzuchu. Niosę swoją pieśń uwielbienia przez bezdroża i żółte światła. Migające nocą żółte plamki, jak dzwony wzywające na mszę. Oto jestem. Oto Ty nie wróciłeś do domu wciąż. Uważaj, zamknij oczy, będę cię wielbić w ucho. Wygrzebie je dla siebie, artefakt, Święty Graal, prawe ucho. Obiekt dzisiejszych modlitw. Wiem co z nim zrobić.

If you cant see your way out
And you’re drowning in your regrets
If you have everything you want
But you still cant find happiness
Cuz when you feel like you’re forsaken
Life can be so hopeless
Maybe you need to come home
So your life can be planned

Odsypiaj mnie po kawałku. Od kiedy cię poznałam, śni mi się Księżyc rosnący i rosnący na niebie – codziennie widzę go kiedy wracam do domu, wiszącego tak nisko, jakby miał spaść. Nawet we śnie nie daje mi to spokoju. Wypełnia sobą znaczną część nieba, a potem wyraźne widzę, że to tak naprawdę wielka, bladożółta twarz, niczyja, ale głośna, opowiadająca, drwiąca, zagniewana, dowcipna. Codzień powiększa się na niebie, by przyjść porozmawiać ze mną. Co się Tobie śni kiedy toczysz opuszczonym wzrokiem po pokoju? Czy sercem jesteś już w domu, czy będę musiała je jutro dosyłać pocztą? Jesteś taki roztrzepany! Nie zapominaj, druga zasada gry – zawsze pytaj. O definicję, o pozwolenie, o godzinę. Pytania nie mogą opuszczać cię ani na chwilę, gdy jesteś na moim terenie. W moich świątyniach, jak mawiał Dalajlama, nie mamy dla ciebie odpowiedzi, mamy pytania.

Don’t bare the burden all by yourself
(By yourself)
The Redeemer’s here He’s gonna give you help
(Give you help)
Come unto him and he will give you rest
For any heart that’s heavy laden for salvation
ooh

Nagle zaczęłam nadużywać słowa przepraszam. Zasada trzecia – zapnij pasy Dorotko, bo opuszczamy Kansas. Zapnij pasy, ale do niczego się nie przywiązuj. To minie, cudowność, zachwyt, skowyt. Przywiązywanie się jest głupie. Do czegoś takiego, raz się przywiążesz, nieszczęście gotowe – na pewno to kiedyś stracisz. Ciesz się i tańcz teraz. Potem na zakręcie możesz nie wyrobić i zwichnąć sobie widowiskowo kark. I nie zabraknie gapiów, którzy przyjdą cię dobić. Dokopać ci, grób?, na ostatnią twoją drogę. Skręć w lewo, tam prosto, zapierrrrdalaj. Teraz, tutaj, jest cicho, bezpiecznie, ponoć ładnie pachnę i możemy się czcić. Nie widzę twojej twarzy, ale na pewno się uśmiechasz. Ja też. Wracaj do domu, Młody, wracaj do domu.

My home
Your home
In his everlasting arms

Advertisements
Komentarze
  1. tygrys pisze:

    nie pochwalam, ale akceptuję.
    mącisz mu w głowie, za szybko, za mocno, za bardzo. według mnie.
    dopasowujesz wszystko do małych ideologii. hm. ale chyba właśnie o to chodzi w życiu.
    przekonaj mnie, że postępujesz słusznie, że wiesz, co robisz, dokąd zmierzasz. tak bardzo chcę, żebyś mnie przekonała. nie martwiłabym się wtedy aż tyle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s