Dzień z życia małej fanki parazytolingwistyki

Posted: Kwiecień 27, 2009 in mała lingwistka

Wstaję rano średnio wyspana. Śniła mi się nadchodząca w piątek herbatka z Tygrys, żeby pogadać „o nas”. Cokolwiek rozumiemy przez „nas”.
Wychodząc z domu zakładam największe słuchawki jaki znajduję, jakby miało to zagłuszyć rozbiegane myśli. Uderza mnie, że chyba wszystkim chodzi o to samo, że nie chcą się słuchać, że mają dosyć głosów ze swojej głowy.
W windzie dosiada się matka z półtorarocznym synkiem. Chłopiec ukrywa twarz w dłoniach i zastyga w bezruchu. Matka pyta go cicho, co się stało. „Właśnie postanowiłem wstydzić się tej pani” odpowiada malec spomiędzy palców, sepleniąc.

Uczelniane korytarze nudzą mnie i niczym już nie zaskakują, podobnie jak wykładowcy. Jeśli coś dziwi mnie, to brak wydrukowanego rano zadania w teczce,  której być powinno. I we wszystkich innych teczkach i folderach. Zniechęcona i znudzona, odpuszczam sobie ostatni wykład, chociaż dzielnie przygotowywałam się do niego cały, spędzony z palnikiem, weekend. Ciągnąc ze sobą na dno Miro, idę obok niego na obiad, myślę jak to się stało, że dalej niż na dwa metry chyba się od palnika nie oddaliłam cały czas, kiedy tu był.

Nikisaku oświadcza mi SMSem, że czasem trzeba. Ale zupełnie inne rzeczy, „out of the frame”.
Rozważam po cichu z kim w swom życiu konwersuję, a z kim rozmawiam.
Konwersować pochodzi przecież od konwersji, próby wpojenia siebie człowiekowi, psychologicznej internalizacji konformizmu (egzamin z psychologii będzie naszpikowany bełkotliwym językiem), próby zrobienia z kogoś swojej miniatury.
Rozmawiać zaś wykazuje lingwistyczne podobieństwo do rozumieć, a więc wczuć, zatopić w kimś. To jest takie cholernie trudne.
Hałaśliwe pasożyty swędzą mnie pod dolną powieką.

Wracam do domu zatopiona w deklinacjach i koniugacjach łacinskich. W drodze z przystanku mijam kosz na makulaturę, na którym ktoś podpisał się grubym, czarnym markerem „A D I”.
Pojemnik odprowadza mnie do klatki schodowej swoim wrzaskliwym „Dziękuję, że przyszłaś! Dziękuję, że przyszłaś!”
Na herbatkę.
O nas.
Bo właśnie postanowiłam się wstydzić.
Czasem trzeba.
Pasożyt.
Swędzi pod dolną powieką.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s