Sudden encounter

Posted: Styczeń 11, 2009 in mała lingwistka

Mam brzydki zwyczaj śpiewania na ulicy. No, właściwie nie można tego nazwać śpiewaniem, a ćwiczeniem wymowy i pamięci w postaci nuconej, różnych języków, w jakich mam nagrane kawałki na mp3.

Chciałam w związku tym pozdrowić tego przemiłego mężczyznę, który „jechał na daleką wieś” i zaczepił mnie dziś na przystanku uśmiechając się uprzejmie i oznajmił, że „jestem pierwszą osobą w życiu, która też śpiewa na ulicy i niesie tym przekaz, że nie wszystko jeszcze stracone, jaką spotyka”. A potem opowiadał mi o gitarach, Tacie Kazika i emigracji, o walce z hip hopem jak z wiatrakami, o życiu.

Bardzo poprawił mi pan humor i mówił bardzo ciekawie, pewnie lekko rozchylały mi się usta i oczy. Mam nadzieję, że pan też będzie miał szczęśliwy rok, bo kiedy krzyczał pan za odjeżdżającym autobusem „I zdrowia! Bo wszyscy pasażerowie Titanica byli przecież zdrowi i bogaci!” – śmiałam się już w głos.

Advertisements
Komentarze
  1. grainne pisze:

    Ja też śpiewam na ulicy. Zazwyczaj w duecie albo tercecie, jak znajdą się chętni ;).

  2. Nastii pisze:

    ej, zajebisty koleś 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s