Blisko, bliżej, w środku – cz. 3 – Tygrys

Posted: Grudzień 21, 2008 in i jeszcze coś

Typową cechą Mizuu jest wrodzony mizogynizm. Żadna kobieta nie stoi na tyle wysoko w hierarchii, żeby warto było ją traktować jak pełnowartościowego partnera. Prócz jednej być może. Prawdopodobnie dlatego, że pierwsze wrażenie jakie pozostawiła brzmiało – o kurwa, ależ ona jest wysoka.

I can fly
But I want his wings

Nie pamiętam dobrze tego momentu. To było dawno. Nawet nie chcę pamiętać. Wszystko, co po drodze i tak warte jest co najmniej książki. W moim mózgu musiała pozostać bezpłciowa, żeby wcisnąć się w tą małą szczelinę szansy. Musiała mieć swoje prawo do komentarza, swoje prawo do dotyku, który nie będzie seksualny. Ostatecznie, do podniesienia mnie wyżej niż zasługuję, kiedy będę niżej niż wypadałoby.

I can shine even in the darkness
But I crave the light that he brings
Revel in the songs that he sings
My Angel Gabriel

Była tak samo dziwna jak ja. Co jeszcze pamiętam z początku? Obie wydawałyśmy się sobie znacznie zbyt kruche, by żyć. Nie wiem czy zweryfikowałyśmy poglądy. Przestałyśmy wstydzić się siebie naturalną koleją rzeczy, bo kiedy widziało się już tyle, nie ma się czym zasłonić. Nie ma po co. Doskonale dałybyśmy sobie radę oddzielne. Ale nie ma żadnego powodu, by nie uwiesić się sobie nawzajem na ramieniu i nogami powłóczyć na zmianę.

I can love
But I need his heart
I am strong even on my own
But from him I never want to part
Hes been there since the very start
My Angel Gabriel

Jedno jest pewne, niesie ze sobą zmianę, bezwzględną i okrutną, pożerającą wszystko po drodze. Napawa mnie przekonaniem, że moje trwanie w nienawiści do stagnacji ma sens. Muszę wypróbować wszystko, co mówi, żeby spojrzeć z innego punktu widzenia na każdą sprawę. Czy ona… ono mnie krytykuje? Nie, nigdy. Ale potrafi dokopać. Potrafi wykopać z grobu i przywrócić do świata żywych. Krwawiącą i obolałą potrafi umyć i nakarmić. Wyciągnąć z łóżka, kiedy właśnie dochodzę. Wepchnąć portfel głębiej w kieszeń, żeby nie dosięgła go zwinna ręka kieszonkowca. I pyta wciąż, i pyta – „Co jeszcze chcesz dziś zrobić? I co dalej, Miziak?”

Bless the day he came to be
Angels wings carried him to me
Heavenly

Wiedzie na pokuszenie. Pokazuje morze możliwości, a przy tym… odwraca twarz, smutno, przytulić trzeba. Kiedy leży obok i śpi, przerzucam przez nią rękę, nie oddam jej, pijacko będę jęczeć imiona wszystkich, którymi nie jest. Magiczne zaklęcia, które co sekundę przeszyją ją cichym przeczuciem, że jest tak wielka, tak duża, tak ogromna, że może schować mnie w złotej klatce swoich palców. Ukraść. A przede wszystkim – ochronić. Ta powinność zszywa nas czerwoną nicią jak dwa splątane w rozwleczony po salonie kłębek wełny małe kocięta.

My Angel Gabriel
My Angel Gabriel
My Angel Gabriel

Lubię błyszczenie jej ćwieków. Lubię kołysanie się jej kolczyków. I dziwne czapki. I dźwięczny, mocny śmiech. I ciężkie stąpanie jej butów. Ale ją samą… kocham. I co dalej, Miziak?

Reklamy
Komentarze
  1. tygrysica pisze:

    hehe, co ja ci mogę napisać?
    nie znałam tej piosenki 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s