Blisko, bliżej, w środku – cz. 1 – Adi

Posted: Grudzień 19, 2008 in i jeszcze coś

Nigdy jeszcze w Poznaniu nie mieszkało tylu pięknych ludzi. Nie pozwalali patrzeć na siebie w tramwajach, nie uśmiechali się z prostotą w sklepach i na ulicy, nie spoglądali ukradkiem, jakbym miała w oczach cyfrówkę. Naprawdę nie rozumiem gdzie panowie z mięśniem piwnym i panie z brzydką cerą podziali się ostatnio. Wszyscy są tacy wyjątkowi. Idealni w swej niewymuszonej harmonii, którą on sam przyniósł. Wziął, wszedł na strych, odkurzył i wręczył mi bezceremonialnie, zagubionej, kiedy nocowałam tam pewnego wieczoru.

Pokonam w nocy góry
piramidalnej bzdury
Porzucam drogę łatwych wyjść
Wycieram z oczu wspomnień łzy
A rano już nie będzie mnie

Nie myślałam, że będę pić, że oglądać będę kieliszki do wina, udając, że znam się na tym. Nie miało być łatwo, ale jakoś i tak między nami wszystko w porządku. Właściwie to nigdy nie było łatwiej. Nie było bezpieczniej. Szczerość nie bolała, wszystko, co zostało powiedziane, przyjęte zostało za pewnik, a przy tym, nie drążono niczego, nie snuto przypuszczeń, planów. Tu i teraz. Na jedną noc, na godzinę, na jeden wykład. Bardzo po buddyjsku, nie myśleć o tym co było, o tym, co będzie. Jednym zamaszystym ruchem zerwać ze świata zasłonę hipokryzji i ujrzeć go takim jakim jest. I zachwycić się.

Piję za tysiąc drahów,
Kradnę ci garść moniaków,
Maluję prześcieradła wszerz
Wyfruną ptaki z głowy mej
A rano już nie będzie mnie

Odwrócona twarzą do ściany, plecami do Ciebie, słysząc jak o czwartej w nocy wciąż stukasz w klawiaturę, maluję palcem po prześcieradle linię Twojej szyi i obojczyka. Podoba mi się ten półmrok. To łózko. Wiem doskonale, że gdybym urodziła się mężczyzną, byłabym Tobą. A gdybyś Ty urodził się kobietą, być może byłbyś mną. To ja czuwałabym nad tym, jak śpisz, ważąc w dłoni szklanicę whisky. Powiem Ci to rano, a Ty wcale się nie obrazisz. Nie pozwolisz zrobić sobie śniadania. Nie uśmiechniesz się. Będzie jak zwykle. Właśnie to jest w tym wszystkim najlepsze.

Weź sny i buty moje,
Odchodzę tak jak stoję
W kawiarni zdmuchnij kilka świec,
Bo rano już nie będzie mnie.

Chociaż na wykładzie z plecaka wyciągnę rękaw pidżamy razem z zeszytem, nikt nie zapyta o Ciebie. Bo świat wciąż trwa, tylko mnie bolą nogi. Siadam i patrzę z nowej perspektywy. Potem jeszcze się położę, zobaczymy jak będzie. Nikomu nie umiem opowiedzieć o tym jakim jesteś dziełem sztuki. To jest więcej słów niż znam. Kiedy odwracasz wzrok, jak wciąż na Ciebie patrzę. Nie umiem Cię kochać, być może nie umiem nawet lubić. Nie stać mnie też na milczący zachwyt. Nie potrzebuję tego całego bałaganu. Dziękuję Ci, że jesteś, kiedy parzysz mi herbatę swoimi pięknymi dłońmi, które przechodzą gładko we wszystko inne – w przedramiona, w rękawy, w ramiona, w butelki, w sufit, w klawiaturę, w drzewa w parku, w niebo, w całą planetę. Dochodzę do wniosku, że lubię z Tobą rozmawiać. To jedyne co mam Ci naprawdę w potoku słów mądrych i głupich, polskich i innych, do powiedzenia. Mam nadzieję, że to naprawdę najmilsze co ode mnie otrzymałeś. Nie chciałam wcale być miła.

Zakładam się o tysiąc,
Z francuskim towarzyszem
Zaciągam wokół szyi sznur
i pod pokładem wieszam się
A rano już nie będzie mnie

Masz wiele grymasów ust, kiedy mówisz o Bali, kiedy śpisz, kiedy wchodzisz do pokoju spod prysznica wycierając swoje dekadenckie, hedonistyczne włosy. Nigdy się nie uśmiechasz, ale wszyscy tak naprawdę kochają tę hipotezę Twojego uśmiechu. Cokolwiek właśnie zrobiłeś z ustami, ciężko będzie to zdefiniować. Jak mam wyjaśnić mojej towarzyszce kim jest ten chłopak o pięknym uśmiechu – jak jej wytłumaczyć, że Ty wcale nie… chyba nie chodziło jej o imię.

Trzeba być ostrym graczem,
Z nią nie da się inaczej
Na beczce prochu skaczę,
Jakbym na bębnie solo grał.

Ja wiem. Być może jesteś plugawy i obleśny, niesiesz na barkach cały turpizm świata zaklęty w lingwistyki, o których nam się nie śniło. Poprawiasz okulary, gdy ja muszę się tłumaczyć i nie ma wytłumaczenia. Daję sobie pomalować paznokcie, kupuję nowy sweter, zakładam kolczyki, jestem pewna, że z wszystkimi moimi męskimi powinnościami wobec świata poradzisz sobie. Spokojna moja głowa. Starannie zapinam guziki Twojej koszuli, odsuwam się, wolno mi. Nikt mi nie może niczego zabronić. Powiedzieć, że mi nie wypada. Nie wypada mi mówić o bólu, płakać, umalować oczu, poprawiam okulary podobnym gestem. Pochodzisz z rodzinnych stron Księcia, ale Ciebie można znacznie efektywniej kopnąć w piszczel i wsadzić palec pod żebro.

A potem trudno uciec,
Gdy siedzi kamień w bucie,
Więc w nocy parę uciech,
A rano już nie będzie mnie,
A rano już nie będzie mnie…

Pożycz mi klapki. Rano poniesiesz mi plecak, a ja Tobie ciężar ciszy. Będziemy recytować Szymborską. Nie znam Cię. Ale między nami wszystko OK.

Reklamy
Komentarze
  1. grainne pisze:

    Tom Waits „I’ll be gone”. Twoje tłumaczenie? Podoba mi się. Kazik też to śpiewał. Po polsku. Tylko, że jego tłumaczenie nie było tłumaczeniem, ale dobrze się śpiewało – i słuchało.

    Wybacz że komentarz nie do notki, ale nie czuję się kompetentna do komentowania czegokolwiek poza piosenką.

  2. Mizuu pisze:

    Hm, nie znałam nawet oryginału. Nie wiem czyj przykład, ale śpiewany przez mistrza (IMHO) polskiej piosenki aktorskiej – Mariusza Lubomskiego.

    I nic nie szkodzi.

  3. tygrys pisze:

    ja się z większością nie zgodzę.
    ale to twoja wizja, twój punkt widzenia, więc ja mogę co najwyżej kulturalnie się zamknąć.

    dodam tylko, że mogłabyś się nie unosić tak tym całym buddyzmem. mdłe to, nudne i niesmaczne. ale co ja tam wiem. nie podoba mi się twój buddyzm i tyle 😛
    (ale kochaj i rób co chcesz)

  4. Mizuu pisze:

    Bo Ty masz pragnienia, oczekiwania, a żadne z nich niesprecyzowane.

    Uniosłam się budyzmem tylko raz „Tu i teraz. Na jedną noc, na godzinę, na jeden wykład. Bardzo po buddyjsku, nie myśleć o tym co było, o tym, co będzie. ” – bo na tym polega idea buddyzmu. Ty patrzysz, jak będzie, zastanawiasz się, chrześcijanie mocno żyją w przeszłości (żałowanie za grzechy, rozpamiętywanie, niesienie dobrej nowiny z dawien dawna). Nie lubie tego. Przezywanie każdego faktu tu i teraz jest dla mne najważniejsze, i nie nauczył mnie tego Chrystus, rodzina, ale studia, ale właśnie buddyzm. Przepraszam, że jestem wdzięczna za swoje szczęście.

  5. tygrys pisze:

    piszesz do mnie, jak do mohera. ale jak wolisz. to nie ja chomikuję kasę na czarną godzinę czy świetlaną przyszłość. ja żyję za pożyczone, ale zawsze oddaję.
    chodzi mi o to, jak się masturbujesz tym, że jesteś buddystką 😀 no powiedz, że nigdy nie przemknęło ci przez myśl, że jesteś lepsza od katoli… (wartościowanie jest złem, paradoksalnie). chociaż to w zasadzie ciekawe z tym buddyzmem, wydajesz się jeszcze bardziej zakręcona 😉
    (co nie zmienia faktu, że moje podejście do religii jako takich jest dużo cichsze i diametralnie wręcz inne).
    i nie ironizuj mi, bo brzmisz jak nastolatka kłócąca się z mamuśką, co jej na imprezę nie puszcza (olaboga!)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s