Pluralis

Posted: Czerwiec 9, 2008 in artystka i geek, mała lingwistka, Obrazowo, Wyszperane

Trafiłam dziś [na deviantArcie] na ten rysunek

i stanęła mi moja siostra podczas ostatnich u nas odwiedzin przed oczami. W dłuższej wypowiedzi użyła sformułowania „Nienawidzę liczby mnogiej”. Nie zastanowiło mnie to wtedy, ale to chyba kolejna rzecz, która jest nam wspólna.

Nienawidzę liczby mnogiej!

Odkrycie to zafascynowało mnie (mnie wiele rzeczy fascynuje, znacie mnie). Wole mieć pojedyncze spodnie niż kilka ich par, wolę jeden długopis, niż kilka. Jedyną rzeczą, której istnienie znoszę w ilościach hurtowych byłaby książka, a raczej całe ich zastępy – być może dlatego, iż uważam książki za jedno zbiorowe jestestwo, podobnie jak mistrzuniu Terry Pratchett.

Lepsze jest jedno dziecko, jedna Dharma, jedna prawda.
Nawet w miłości wolę singularis od pluralis – nie chodzi mi bynajmniej o narcyzm, myślę raczej o tym, że miłość pomaga zacierać dualizm. Nie pojmuję niczego w kategorii ja – Ty, ani nawet my. Nie jesteśmy razem, bo razem to znaczy zgadzać się zawsze, patrzeć w jedną stronę, czasem spojrzeć na siebie nawzajem, razy znaczy obok. Jesteś tak samo niepodległy jak ja, masz swoje cele i swoje zdanie. Nie jesteś własnością, ale integralną połową. A my integralnym promilem promila całej świadomości. To nie jest takie magiczne na jakie brzmi, pozwala po prostu mówić to, co chce sie powiedzieć i czynić podług tego, co się wypowiedziało.
Nie różnimy się niczym od tej świadomości pełnej skłębionego istnienia jak kropla nie odróżnia się od morza i żyje z nim w harmonii. Wszyscy jesteśmy Buddami… Buddą.

W duchu ostatnich starć na boisku, ale bez zbędnego uduchowienia:
JEDNOŚĆ PANY!

Reklamy
Komentarze
  1. hoRac pisze:

    Niby prawidłowa postawa, jednak nie do końca. Indywidualizm ludzi w parach zanika, grupki takie tworzą zwykle wyspy dwuosobowe i nie dość, że odcinają się od otoczenia – sami stają się jednolitym organizmem.

    Papką zrozumienia, przez pewien czas szczesliwą.

    … ale chyba do tego się dąży, co?

  2. Mizuu pisze:

    Jeśli ktoś wierzy w horoskopy ( ja nie XD), to ja Lew on Baran – ciężko o zanik indywidualizmu. Chociaż często na chatach czy forach – wyrażamy się dokładnie tak samo.

    Czy papka nie wiem, wolalabym nie. Ale jesli juz, to tak, szczesliwa. Na ile nie wiem rowniez. Szczescia jest w nas, nie poza nami, wiec nie znajdziemy go w innych. Inni moga nam tylko pokazac, ze juz je mamy.

  3. tygrys pisze:

    a może przeszkadza ci w jakiś sposób możliwość, a czasem i konieczność wyboru? w końcu ludzie tyle gadają o wolności, a tak naprawdę zrobiliby wszystko, żeby tylko uwolnić się od wybierania. stąd potrzeba zorganizowanych wierzeń, religii jako takiej, związków jakichkolwiek (proszenie o radę itp)…
    a może się zagalopowałam? hmm?

  4. Mizuu pisze:

    Predestynacja mnie nie interesuje. Jednym ze sztandarowych prawd buddyzmu kiedy czlowiek w niego zaczyna wchodzic jest „To sie wydarzy, co ode mnie zalezy”.

    Wiec tak, zagalopowalas sie troche.

  5. tygrys pisze:

    chyba byłabym kiepską buddystką… bo nic by się nie działo. (i to już nawet nie do końca z lenistwa)

  6. protom pisze:

    Każdy jest pojedynczy, ale każdy jest Buddą, więc każdy jest każdym. Rażące uproszczenie, ale…?

  7. Mizuu pisze:

    …razace, ale sensowne. Oczywiscie, jesli pod Buddą jako takim mamy na myśli Dharmę (Naukę, Mądrość). Bo of kors zbyt często Buddę pojmuje się osobowo (jak i historycznie pojmuje sie Chrystusa, zapominając, ze eretycznie nie byl jakims tam prorokiem, wylannikiem, ale Bogiem).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s