Miyumi Project

Posted: Czerwiec 27, 2007 in Blog, Obrazowo, Rant

Dałam się wyciągnąć na chwilę z własnego rozmemłania do ludzi. Na 17 Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym MALTA zawiesiłyśmy oko na ciekawym cyklu przedstawień „Asian American Jazz” – czyli jak Japończycy i Chińczycy mieszkający w USA zasymilowali się ze scenami jazzowymi Chicago. I efekt trochę nas zaskoczył. Nie zasymilowali się. Co cieszy. Pokazali tylko tym białasom, że gra na taiko jest zajebista.

Dla niewtajemniczonych – taiko (dosłownie ‚duże bębny‚) to taki duży bęben z dwóch stron obciągnięty skórą, czasem posiadający jeszcze jakieś zdobienie wokół tejże membrany. Stawia się toto na drewnianych podstawach i uderza się w to dwoma drewnianymi pałkami. To mocno japoński instrument. Pierwotnie służył jedynie mnichom shinto i buddyjskim, jako symbolizujący głos bóstw. Dziś Japonia przeżywa zalew automatów i kontrolerów do konsol Taiko Tetsujin, które podobnie jak inne gry muzyczne nie mają nic wspólnego z autentyczną grą na tych instrumentach, ale sprawiają masę zabawy (a’propos gier muzycznych polecam serwis Krokmania). Automat do tej gry można znaleźć już i u nas – np. w Sosnowcu.

Wracając. Przeżyłam dużo zdziwienia, a ja lubię to uczucie. Ze zdziwieniem np. zauważyłam w tłumie fotografujących i kręcących wielu znajomych, których narobiłam sobie m. in. podczas obstrzeliwania fleszami Parady Równości w ubiegłym roku. Dzięki temu łatwiej było o dobrą miejscówkę i niezłe widoki. To właściwie wszystko agresywne kobiety i mężczyźni. Nawet ja wypadam przy nich trochę dziecinnie i nieporadnie, toteż z chęcią mnie podsadzają, przepuszczają i nie krzyczą od razu jak tylko przypadkiem wejdę komuś w kadr. A jedną z pierwszych rzeczy, której się nauczyłam kiedyś na eventach tego typu, kiedy biegałam z kamerą, to to, że wszyscy powinniśmy szanować swoją robotę. I uskakiwać w odpowiednim momencie przed tłumem tudzież rozwścieczonym reporterem sie nauczyłam. (BTW, buziaczki Dominik! Głos Wielkopolski ma mieć porządną wzmiankę, bo Cię znajdę!)

Zdziwiło mnie, że ich tak mało. I na pierwszy rzut oka nie dostrzegłam nikogo o azjatyckich rysach twarzy. Pomyślałam sobie „Ale dałam się zrobić, idę do domu” kiedy z tłumu walących w pałeczki Kaukazów wyłowiłam bębniarza – Hide Yoshihashi’ego. Ile było przypadku w tym, że miał na imię jak mój pierwszy Japoński idol? Nie umiem powiedzieć, ale ten koleś porwał mnie sobą totalnie. Dawno nie widziałam kogoś, komu tyle radości sprawia to, co robi, a jednocześnie – tak go to wyczerpuje. Był uśmiechnięty, skupiony i natchniony przez cały pokaz. Chociaż nie w moim typie są takie szczupłe typy na jeża, naprawdę mi się spodobał.

Jego partnerka do Taiko – Amy Homma też była niesamowita. Niezbyt ładna, ale miała taki power, że trudno nie było jej oddać wiodącej roli spektaklu. W pewnym momencie, gdy grali wściekle z Yoshihashi-san, i ten w pewnym momencie na okrzyk „SUI!” odkrzyknął „USOOOO!” (jp. uso – kłamstwo! Bzdura!) wydali mi się skłóconymi kochankami. Chociaż pojęcia nie mam czy o to właśnie chodziło.

Muzyka porywała nawet małe dzieci, kolebali się najpoważniejsi technicy z kamerami na ramionach, kiedy tylko przestawali na chwilę kręcić. Obok mnie siedział naprawdę nieziemski facet, który chyba chłonął muzykę całym sobą. To było doprawdy urocze.

Tak więc po przejściu ze Starego Rynku paradą z (zaskakująco nielicznym) zespołem na czele (ten dyrygent, to była dopiero osobowość) rozpoczął się prawie godzinny koncert zespołu przed namiotem na Placu Wolności. Z tym namiotem też będzie się od dziś wiązać pewna zabawna dla mnie anegdota. Kiedy w tłumie robiłam zdjęcia, przyuważyłam dwóch młodych chłopaków z deskorolkami.
Jeden z nich w dosadnych określeniach powiedział, co myśli o tych, którzy im zajęli ich miejscówkę. Wtedy jakoś tak bezwiednie zaczęłam ich wyprzedzać i wyprzedzając powiedziałam (ku zaskoczeniu Grain, która wybrała się jak zwykle ze mną, szkoda, ze musiała się zmyć tak wcześnie) „Chłopaki, kultura ma dwie strony. Waszą – która jest naprawdę zajebista. I tych gości tutaj. Dajcie się porwać.„. Jeden z chłopaków odszukał mnie później i oświadczył mi, że naprawdę zajebista ze mnie laska.

Koncert naprawdę pozytywnie naładował moje baterie i kiedy tylko znajdę czas, żeby trochę obciąć filmik który nakręciłam – wrzucę go na youtube i zlinkuje tutaj, żeby się z wami podzielić. Nie dam niestety rady, chociaż chciałam, wybrać się na dzisiejszy koncert o 22.30, więc project Miyumi zobaczę dopiero jutro o 14.00 gdy będę się próbowała dostać na warsztaty. Oby mi się udało ;).

Po całym koncercie coś nagle mi strzeliło do łepetyny i poszłam podziękować Tatsu Aoki-sensei (założycielowi grupy) w kilku uprzejmych, japońskich słowach. Chyba mówiąca po japońsku Polka to było dla niego za dużo, bo chciał mnie po krótkiej wymianie zdań przedstawić reszcie ekipy, a wtedy moja faza minęła całkiem i szybko uciekłam w tłum. No trochę się zachowałam jak idiotka, przyznaję, ale oba te zachowania były wywołane przez moją podświadomość, więc nie mam sobie nic do zarzucenia. ^_-

Poniżej prezentuje kilka spośród zdjęć, które dziś pstryknęłam. Nagroda dla tych, co doczytali aż tutaj.

Parada!Amy Homma
Hide YoshihashiAmy Homma

 

Tatsu AokiDo gry na taiko potrzeba dużo siły
hide2.jpgtak mi artystycznie wyszło
Kawaii, co nie?taiko.jpgsensei.jpg

Reklamy
Komentarze
  1. palnik pisze:

    Jednym słowem: fantastyczne. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s