Socjopatka na zakręcie.

Posted in psychodelic on grudzień 16, 2009 by Mizuu


Like the perfect ending
It won’t be too long
Till everything I’ve ruined has seen me gone
In time, I pray you’ll forgive me
Now you know the man I am
Can you forgive me?

“Chciałabym, boję się”? Gdzie się podziałam? Kim jestem? W krótkim paroksyzmie płaczu, którego końca nigdy nie zobaczysz, obejmuję Cię mocno, mocno, szepcząc jakieś przeprosiny. Nie lubisz jak płaczę, bo nie wiesz co zrobić. Sęk w tym, że ja też nie wiem. “W ofensywie” powiedział Miro, “Jesteście w ofensywnie”. Ale tak naprawdę czuję, że uciekam, że jestem w odwrocie na strategiczne pozycje, czyli tam gdzie nie ma już nikogo. Piwo to czy hormony? A może gdzieś głęboko, głęboko w środku sponiewierane serce? Wciąż za wolno biegnę, by dogonić odpowiedzi.

If only I could call the rain to melt and wash away the pain you feel
I would
You gave yourself to me and showed me what the truth could be
For that, I say thank you
This was my life
It never made much sense to me

Nienawidzę okresu świątecznego, bo to oznacza, że zostaję z niczym. No, może oprócz nadmiaru wolnego czasu. Cyferki, liczby – są po mojej stronie. Ale “nie gadajmy już o tym, to nie ma sensu”. Nie wracajmy do tego, zostaw Mizuu, odłóż to, to nie jest Twoje, daj się koleżance pobawić. Nie mam koleżanek, mamo. Mam byłe i przyszłe dziewczyny. Ale i tych jak na lekarstwo. Rano wstaniesz, mamo, staniesz w drzwiach pokoju, spojrzysz na mnie w rozkopanym łóżku i tylko przez chwilę się zaniepokoisz, nie spytasz nawet dlaczego pokój pachnie Nim. Jesteś przyzwyczajona, że pachnę moimi kumplami.

With every lie that I lived
Part of me would fade
Into this empty shadow I’ve become
And now I feel so numb
I no longer know myself
But I still know you

Ile trzeba milczeć, żeby problem, o którym się nie mówi – zniknął? Powiedz mi, co mam zrobić. Boli mnie brzuch, wiesz? To pewnie z nerwów. Bo jeśli nie od stresu, to od czego? Leżę w łóżku i przytulam się do jednej z pluszowych owiec. Jedna zawsze leży na telewizorze, który gra do późnych godzin nocnych, chociaż go nie oglądam, zauważyłeś? To dlatego, że wtedy owieczka się nagrzewa i zanim zasnę, mam coś ciepłego w łóżku. Głupie, co? Ostatnio coraz głupiej przyznawać mi się do różnych rzeczy. Nie jestem taka, jakby ludzie chcieli, żebym była. Dopasować się czy zaprzeć… Jak się nie uważało, jak się robi, trzeba robić jak się uważa…

I call
And there’s no reply
Like some phantom cry
On ears too far away

Socjopatka na zakręcie. Wybiera mniejsze zło. Wybiera mniejsze dobro. “Wszystko ułoży się po twojej myśli” mówi Adrian. Nie jestem pewna. Jaka jest moja myśl? Jak się na niej ułoży? Na łyżeczkę? Gwałtem ją? Tę myśl? Może cichaczem, przy zgaszonym świetle, w misjonarskiej pozycji, modląc się chociażby o kawałek z tortu zdrowego rozsądku, z posypką kawową? Głuchy sygnał nieodbieranego połączenia, ban na tlenie. Chwila ciszy i wytchnienia, coraz dłuższa i dłuższa. Nieznośna. Nieznośna ciężkość bytu.

I close my eyes and watch as my life passes by
The only thing I see is you
For all the times you walked the line for me and standing by my side
I say thank you
Here lies my life
It never felt that real to me

“Wyobcowana” – ostatnio moje ulubione słowo. Jeśli jakaś zdławiona emocja dochodzi do głosu, zaraz zadusi ją zdziwienie, że w ogóle ją mam. Przyjmuję wszystko ze stoickim spokojem, mało się śmieje, mało płaczę, nie wkurwiam się wcale. Może powinnam, może to czas na histerię… Tylko po co, kiedy bezpiecznie mi za tą ścianą obojetności.
Wczoraj wieczorem byłam tak przerażona tym, jak szczelnie zamknęłam się w swojej skorupie. Nie mogę Cię dosięgnąć, walę w drzwi i wrzeszczę, ale na zewnątrz nic już nie słychać. Ubierasz się, bierzesz torbę, wychodzisz. Tylko jedno łknięcie, w Twoją pierś. Tylko tyle mogę przepchnąć na zewnątrz. Aż tyle. Nie usłyszysz końca tego łkania, bo go nie będzie. Skończyło się, zanim się zaczęło. Ale jesteś jedną z niewielu osób na świecie, które dostrzegają i łagodzą ten strach w moich oczach, kiedy nagle, zbyt blisko, dostrzegam odbicie własnej twarzy w Twoich źrenicach.

You in my life
It all meant so much more to be

Fotostory z komórki

Posted in Obrazowo on grudzień 5, 2009 by Mizuu

Nie byłam zadowolona z biegu wydarzeń.

Więc zerwałam się skoro świt i pobiegłam na japoński.

Tam zbadałam na własnej skórze jak to jest dreptać po japońsku. Ubiór MA wpływ na kulturę, życie i sposób poruszania się.

Potem podreptałam tam, gdzie zajęto się mną z troską.

A na końcu podreptałam zobaczyć tę piękność. Miau! I oto jestem w domku znów. Jutro Warszawa.

Socjopata

Posted in mała lingwistka, psychodelic on grudzień 1, 2009 by Mizuu

Socjopatia – zaburzenie osobowości podobne do psychopatii, przejawiające się nierespektowaniem podstawowych norm etycznych oraz wzorców zachowań w społeczeństwie, uwidaczniające się w wyraźnym braku przystosowania do życia w społeczeństwie.

Socjopaci mimo normalnego (lub nawet większego) poziomu inteligencji nie potrafią podporządkować się zasadom współżycia społecznego. W większości przypadków dochodzi do konfliktu z normami prawnymi.

Cechy charakterystyczne tego zjawiska:
* brak sumienia i odpowiedzialności wobec innych
* kontakty międzyludzkie są u socjopatów znikome, nastawione na eksploatację drugiej osoby
(…)
* nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na zaufanie, miłość i czułość; socjopata nie odbiera sygnałów z otoczenia, nie reaguje na przykłady innych, na to co jest normą, a co nie.

za : Wikipedia

Kiedy rano się budzę, dociera to do mnie powoli. I jednak dociera. Myślałam, że nie dotrze. Nie jest dobrze. Poduszka zdążyła do rana wyschnąć, poranne powietrze wykurzyło już z pokoju to wieczorne. Karuzela zatrzymała się, pieniądze się skończyły, zamykają wesołe miasteczko i zwijają się do innego miasta. Eksploatacja to jedyne słowo, które kołacze mi się za głośno. Nie mogę się zdecydować, bo… wszystko mi jedno? Otoczona przez ludzi za dobrych, za ciekawych. Takich, którzy dbają o moje zdrowie, o moje jako-takie przestrzeganie norm społecznych (Krzyś mi napisał “To nie przystoi”), żebym przebywała z kimś, mówiła do kogoś. A ja myślę w kategoriach “bliżej”, “mocniej”, “głębiej”. Jest mi głupio, bo czuję, że jeśli nie dostaję czegoś, to najwidoczniej nie mogę tego dostać, że to “chcenie” jest niepożądane i złe. Nie wiem czy czuję się z tego powodu winna. Raczej nie. Chodzi o to, że czuję się jak kretynka, jestem zła na siebie, mam do siebie żal.

W pewnej chwili dociera do mnie okrutna prawda: za każdym razem po prostu ja i Ty, złota rada napisana w dobrej wierze przez kogoś “mocniej” i “bliżej” – nikt o tym nie powinien wiedzieć, nikt słyszeć, nikogo to nie obchodzi. Tylko ja i ty. Rozwijam druty kolczaste, uczę się milczeć, nowomowy, która nie przekazuje żadnych implikacji, zaburzone predykaty, za każdym razem tylko dwie osoby, kolejny mały świat.